piątek, 29 sierpnia 2014

Rozdział 26

Rozdział 26

~Oczami Lori~
Siedzieliśmy wszyscy razem na kanapie, a Luna opierała się o stół z dwójką chłopaków z imprezy.
-Mam rezydencję w Los Angeles. Z dostępem do plaży. Spokojnie pomieści jakieś 15 osób, nawet więcej. - zaczął chłopak, chyba John. - Chcemy z chłopakami tam zabrać Lunę na dwa tygodnie, ale ona nie chce jechać bez przyjaciółek i brata. Głupie przyzwyczajenia - mruknął pod nosem, a my się zaśmialiśmy.
-Więc postanowiliśmy was zabrać ze sobą. - dokończył Alex.
-Kiedy? - zapytałam.
-W tę sobotę. Na dwa tygodnie.
-Odpada. Lecę z Erickiem posurfować do Francji. - popatrzyłam na Rudą, by wybadać jej reakcję. Jakby nie było odbiłam jej chłopaka.
-W porządku. - uśmiechnęła się do mnie. - A reszta? - spojrzała na pozostałych.
-Zadzwonię do managera. - oznajmił Zayn i wyszedł z pomieszczenia.
-Dziewczyny powinny mnie zastąpić. - wyszczerzyła się Vivien. - Nareszcie wakacje!
-Jeśli Zayn pojedzie, ja raczej też. - Alison też oczka się świeciły na myśl o oceanie blisko domu. Harry i Liam siedzieli jak na szpilkach, a Niall i Louis nerwowo chodzili po pomieszczeniu, nie mogąc się doczekać werdyktu managera.
Nagle do salonu wrócił Mulat ze skwaszoną miną. Usiadł na fotelu i schował twarz w dłoniach. Reszta zespołu zmarszczyła brwi.
-I co? - zapytał poddenerwowany Lou.
-Niestety, w tym czasie mamy jeden bardzo ważny wyjazd i Paul nie może nic z tym zrobić, więc przełożył dwa koncerty i trzy wywiady, żebyśmy mogli pojechać do LA z przyjaciółmi mojej siostrzyczki. - chłopcy zerwali się ze swoich miejsc i rzucili na Zayna. - Dobra, wystarczy wy moje małolaty. Raczej podziękujcie Johnowi, że nas zaprosili.
Wszyscy w piątkę wstali i otoczyli Johna, Alexa i Lunę, a my z dziewczynami obserwowałyśmy ich z rozbawieniem. Nagle wszyscy razem przytulili się do chłopaka, a Harry zaczął całować go po rękach.
-Ej spokój! - wyjęczała przez śmiech Ruda. - Zostawcie go, bo zmieni zdanie. - John popatrzył na nią jak na idiotkę.
-Jestem ich fanem. - powiedział z poker face'm, a jego kumple zwijali się ze śmiechu. - On też. - wskazał na Kai'a.
-Ogarnijcie się. - do akcji wkroczył tancerz z klubu. - Trzeba omówić szczegóły i tak dalej.
-Luna, możemy pogadać? - zapytałam cicho.
-Jasne.
Wyszłyśmy na korytarz, by w spokoju móc porozmawiać. Próbowałam się tłumaczyć Rudej,dlaczego jej nie powiedziałam o wyjeździe, ale ona nie chciała słuchać wyjaśnień.
-Ja go chyba kocham. - wyszeptałam, a ona mnie przytuliła.
-Wiem o tym od bardzo dawna. On ciebie też. Powiedział mi w szpitalu. - obdarzyła mnie promiennym uśmiechem. - Kiedy wyjeżdżacie?
-W niedzielę, w sobotę przylatuje tutaj. Spokojnie, zdążysz zrobić nam wykład. - wyszczerzyłam się do niej, a ona walnęła mnie w ramię.
-Spadaj.

~Oczami Harry'ego~
-O 15.45 mamy samolot, więc około 13 zbiórka tutaj. Pojedzie nas 14, nas 12 i jeszcze dwie inne dziewczyny Eleanor i Danielle, które będą czekać na lotnisku. Lot trwa 12 godzin. Jakieś pytania? - John siedział na fotelu i patrzył na wszystkich wyczekująco.
-Te dziewczyny są wolne? - zapytałem, a wszyscy wybuchnęli śmiechem.
-Tak Kochasiu, nie mają chłopaków, jeśli o to pytasz.
Wyszliśmy z chłopakami od dziewczyn około 23, ale czwórka przyjaciół Luny została i oglądali razem film. My mieliśmy następnego dnia rano wywiad, więc musieliśmy wracać do domu. Liam gotował się ze złości, widząc Lunę i Alexa siedzących razem na kanapie, a Zayn nawet tego nie zauważył, był tak zajęty Alison. Czasami było mi szkoda, że nie potrafiłem znaleźć dziewczyny, którą bym pokochał. Ale jeszcze nie czas, jak mówiła moja babcia.
Wszedłem do pokoju i po wykonaniu wieczornej toalety, położyłem się spać.
Dni leciały szybko i ani się obejrzałem, była sobota. Całe rano pakowaliśmy torby, a w południe zanieśliśmy je do willi obok.
Siedzieliśmy wszyscy razem i zajadaliśmy się pizzą, gdy usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Lori i Luna poderwały się z miejsca. Ruda posłała zadziorne spojrzenie przyjaciółce i poszła otworzyć drzwi, a niebieskowłosa usiadła na fotelu.
-Eric! Co ty tu robisz?! - zawołała, a Lori zachichotała. Patrzyliśmy na nią skonsternowani, a ona wzruszyła ramionami i nadal podśmiewała się pod nosem.
Po chwili wróciła do salonu, ciągnąc za sobą jej byłego chłopaka, który był czerwony.
-Harry, mogę cię prosić? - popatrzyłem na nią zdziwiony, ale posłusznie wstałem i stanąłem obok dziewczyny. - Eric, usiądź obok Blue. - mrugnęła okiem do dziewczyny, a ta zachichotała.
-Czego potrzebujesz od przystojniaka? - zapytałem rudowłosej i poruszyłem zabawnie brwiami.
-Robimy im wykład na temat bezpiecznego seksu. - wyszeptała mi do ucha. - Ale z jajem.
Uśmiechnęliśmy się do siebie głupkowato i zatarłem ręce. Wszyscy patrzyli na nas z rozbawieniem.
-Dzieci moje niedouczone. - zacząłem, a oni zgromili mnie wzrokiem. - Spotkaliśmy się tutaj dzisiaj, by przybliżyć wam kilka tematów. Po pierwsze - chwila ciszy - przed ślubem to jest grzech, ale was to nie dotyczy, bo już i tak to robiliście. - wszyscy wywali na mnie oczy, a później spłonęli rumieńcem. - Ale możemy się uchronić przed niepotrzebnymi konsekwencjami. - Luna szybko pobiegła do kuchni i przyniosła pudełko po ciastkach. Otworzyłem wieczko i zaśmiałem się. Zaplanowała wszystko. Wyjąłem pierwszą rzecz z pudełka. - To jest prezerwatywa, inaczej guma lub kondom. Chłopcy uwaga! To nakłada się na wasz "sprzęcik". - Eric przypominał buraka. - Niall to nie są baloniki, jak myślałeś.
-Ej! - krzyknął blondyn i zrobił naburmuszoną minę.
-Zademonstrować? - Luna zwijała się ze śmiechu i uniosła kciuki w górę.
-Nie! - wszyscy krzyknęli równocześnie.
-Po użyciu należy zrobić węzeł na końcu gumy. Zrozumiano? - zapytałem poważnym tonem, choć w środku śmiałem się do rozpuku z ich zdegustowanych min. - To jest płyn plemnikobójczy, ale może nie zadziałać, więc raczej na nim nie polegamy.
Wymieniłem im wszystkie sposoby antykoncepcji i gdy zapytałem, czy chcą wiedzieć coś jeszcze, jak jeden mąż odpowiedzieli, że wiedzą wszystko, co im do szczęścia potrzebne.
-Okey, to się rozumiemy, że nikt tu nie chce zostać młodym rodzicem? - skinęli głowami na pytanie Luny, a dziewczyna wyjęła jakiś koszyk zza kanapy i zaczęła go każdemu podsuwać, mówiąc "Bierz, ile potrzebujesz". Chłopcy niepewnie brali dwie, a dziewczyny po jednej. Gdy kolej przyszłam na mnie, zapakowałem kondomami kieszenie aż po brzegi.
-I tak przyjdziecie pożyczać. - mruknąłem pod nosem, a inni wybuchnęli śmiechem.
Gdy przyjechali znajomi Luny, oni także zostali obdarowani "prezentami". Zaśmiewali się z Rudej, że ona woli wrócić w pojedynkę niż później się tłumaczyć cioci.
-To przygodę czas zacząć. - krzyknął Alex i przytulił Lunę do siebie.
~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~
Jest z błędami, ale chyba dłuższy niż poprzedni :D Następny w poniedziałek. Dzięki za obecność i zachęcam do komentowania :) To naprawdę pomaga pisać i wymyślać ciąg dalszy :)
Pozdrawiam
Luna :D

wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział 25

Rozdział 25

-Hmm... Nie było jeszcze żadnego.
-A Liam? - zapytał Zayn, a ja spłonęłam rumieńcem.
-Jesteśmy przyjaciółmi, którzy czasem śpią w jednym łóżku. A poza tym Liam ma dziewczynę. - powiedziałam w ramach wyjaśnienia. Zrobiło mi się niedobrze, więc odetchnęłam głęboko, by pozbyć się nieprzyjemnego uczucia.
-Dziewczynę? Czy ja o czymś nie wiem?! - krzyknął oburzony Harry.
-Nie mam dziewczyny.
-Twoja DZIEWCZYNA przyszła dzisiaj do nieodpowiedniej willi i wypytywała o ciebie. - wzruszyłam ramionami, jakby mnie to nie obchodziło.
-To była moja KUZYNKA Sophie. Przeprowadziła się do Londynu i przyszła się przywitać, nie masz o co być zazdrosna. - powiedział wyprowadzony z równowagi chłopak. Wow! Udało mi się zdenerwować Pana Odpowiedzialnego. Pomimo tego poczułam ulgę i całe napięcie opuściło moje ciało.
-Nie jestem zazdrosna. - skłamałam. - Jesteśmy przecież TYLKO przyjaciółmi. - spojrzałam na niego wrogo.
Po chwili zauważyłam, że chłopcy nam się przyglądają. Zrobiłam się cała czerwona. Do cholery, czemu się tak czerwienię?!
-Gramy dalej, czy będziecie się tak gapić?
Chłopcy wyszli po 23, uprzednio sprawdzając czy nie potrzebowałam czegoś lub czy nie próbowałam się wymknąć z łóżka. Zayn podzielił się swoją nadopiekuńczością z innymi, grr... Za to Liam nie odezwał się do mnie do końca wieczoru. Może troszeczkę przesadnie zareagowałam na tamtą dziewczynę, ale Payne mógł mi powiedzieć o niej wcześniej. W końcu padłam z przemęczenia.
-Spadaj... - obudził mnie delikatny dotyk.
-Tak się wita człowieka, który pomoże ci wyzdrowieć? - usłyszałam czyjś aksamitny głos, lecz nie mogłam sobie przypomnieć czyj. Niechętnie otworzyłam oczy.
-Alex? Co ty tu robisz? - wychrypiałam.
-Przyszedłem do chorej koleżanki z pewną sprawą. - uśmiechnął się tajemniczo.

~Oczami Liama~
Chodziłem po domu i nie umiałem znaleźć sobie miejsca. Cały czas myślałem o Lunie. Była nieźle na mnie wkurzona. I mega zazdrosna o moją kuzynkę. Czyli zależało jej na mnie nie tylko jak na przyjacielu! Zacząłem skakać jak porąbany, a Niall mijający mnie w drzwiach do kuchni, popatrzył na mnie, jak na wariata.
-Chłopaki! Liam oszalał! - wydarł się na cały dom.
-Wcale nie! - krzyknąłem uradowany. Pobiegłem na górę i chwyciłem bluzę. - Idę do dziewczyn!
Zapukałem do drzwi i po chwili otworzyła mi Alison. Wpuściła mnie do środka, a sama ubierała płaszcz.
-Lori jest w pracy, Vivien śpi na górze, ja idę do Domu Mody, a Luna siedzi na górze z jej znajomym. - uniosłem brwi ze zdziwienia. - Ja uciekam, bo się spóźnię. Na razie, Liaś.
Dziewczyna wyszła, a ja poszedłem do pokoju Rudej. Siedziała na łóżku, a naprzeciwko niej wylegiwał się chłopak, który był w poniedziałek na imprezie. Stanąłem w progu i przysłuchiwałem im się, nawet mnie nie zauważyli, tak byli zajęci sobą.
-John ma tam chatę i zaprasza nas na 2 tygodnie. - powiedział uradowany chłopak.
-Sama nie wiem. Musiałabym wziąć wolne, a już tyle dni pracy opuściłam...
-Ale z Darrio gadał już Michael i zajęcia grupowe zostają zawieszone, bo on wyjeżdża do Sydney. A The Vamps się nie obrazi. Sprawy załatwione. Wystarczy się spakować i wpakować do samolotu.
Odchrząknąłem głośno, bo ich rozmowa zaczynała mi się coraz bardziej nie podobać. Oboje spojrzeli na mnie i uśmiechnęli się głupkowato do siebie.
-Hej Liam. Co tam? - zapytała Luna beztrosko.
-Gdzie chcesz wyjechać? - zapytałem ostrzejszym tonem niż zamierzałem. Dziewczyna lekko się skrzywiła.
-Los Angeles. - odpowiedział za nią jej kolega. - Na dwa tygodnie.
-A dlaczego?
-Odpocząć. - westchnęła. - Może to dobry pomysł. Alex, kiedy wyjazd?
-W sobotę rano. Michael zabookował 5 biletów dla nas.
-Pojadę pod warunkiem, że moje przyjaciółki i One Direction też polecą z nami. - zagroziła, a ja popatrzyłem na zdziwiony.
-Spoko, luz. Z tego, co się orientuję, to dom Johna jest ogromny! Większy od tej willi. - uśmiechnął się promiennie do Rudej.
-Liam, wieczorem przyjdźcie z chłopakami do nas. Poznacie się z tamtymi i pogadamy o wyjeździe. - Luna uraczyła mnie pięknym uśmiechem i wyglądała, jakby wczorajsza sytuacja z Sophie się nie wydarzyła. Za to mnie obecność Alexa tak blisko dziewczyny doprowadzała mnie do szału.
-Okey. - wymamrotałem. - Ja przyjdę z tobą pogadać później. Na razie Mała.
Wróciłem do domu w złym humorze. Przeszedłem obojętnie obok bijących się Louisa i Nialla o marchewki, a normalnie już bym ich rozdzielał.
-Wieczorem idziemy do dziewczyn. - oznajmiłem beznamiętnie i ruszyłem do pokoju. Wziąłem prysznic i włączyłem Twittera. Odpowiedziałem na parę wiadomości od fanów i włączyłem strony plotkarskie. Przejrzałem artykuły na temat zespołu i z ulgą stwierdziłem, że nie było tam niczego na temat Carmary. Za to o Zaynie i Alison było aż zanadto. Opisywali ich poznanie, można było się pośmiać. Ponoć poznali się na naszym koncercie i dziewczyna jest wierną fanką zespołu. Dobre sobie.
Koło drugiej zszedłem do kuchni zrobić jakiś obiad dla wszystkich, ale skończyło się na tym, że zamówiłem chińszczyznę. Gdy jedzenie dotarło, razem z chłopakami zasiedliśmy przed telewizorem i włączyliśmy Myszkę Miki, bo przyjaciele chcieli poprawić mi humor.
~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~
Wyszedł nijaki. Dodaję dopiero dzisiaj, bo wczoraj nie umiałam nic napisać ;/ Następny w piątek chyba, że 5 komentarzy od 5 różnych osób to wcześniej :D (mały szantażyk xD)
Pozdrawiam 
Luna :D

czwartek, 21 sierpnia 2014

Rozdział 24

Rozdział 24

Wyszłam z łóżka i przeciągnęłam się. Nie potrafiłam przeleżeć całego dnia w łóżku. Zayn poszedł jakąś chwilę temu do Alison, a ja zostałam w pokoju. Zeszłam na parter opatulona kocem i przeglądnęłam zawartość lodówki. Burczało mi w brzuchu i próbowałam zagłuszyć głód jabłkiem, które znalazłam.
Usiadłam na kanapie, włączyłam telewizor i przykryłam się porządnie cieplutkim materiałem.
Oglądałam jakiś głupi serial i trzymałam śpiącą Grey na kolanach, gdy moją sielankę przerwał dzwonek do drzwi. Podeszłam niechętnie i otworzyłam je. W progu stała dziewczyna z różowymi włosami i przypatrywała mi się uważnie. Miała może 16 lat.
-Jest może Liam? - zapytała niepewnie i w tamtym momencie rozpoznałam w niej dziewczynę z wczoraj. Zagotowało się we mnie.
-Niestety. - uśmiechnęłam się sztucznie. - Mieszka w domu obok.
Zatrzasnęłam drzwi tuż przed jej nosem i wróciłam na kanapę.
Wgapiałam się pustym wzrokiem w ekran i tonęłam w nieprzyjemnych myślach. Liam spotykał się z taką małolatą i nawet mi nie powiedział. Bolało. Ale najbardziej bolało to, co sobie uświadomiłam dzień wcześniej. Zakochałam się w nim i po raz pierwszy od dłuższego czasu otworzyłam się przed kimś i byłam podatna na zranienia. A on nawet nie zdając sobie sprawy, rozkruszył moje serce w drobny mak.
Bezmyślnie wstałam i poszłam do kuchni. Podeszłam do zamrażarki i wyjęłam opakowanie lodów. Wróciłam na poprzednie miejsce i kontynuowałam oglądanie nudnych programów, zajadając czekoladowy przysmak.
-Luna! Co ty wyprawiasz?! Przecież masz gorączkę! - racja, zapomniałam. Odwróciłam się do Zayna, zrobiłam słodkie oczka i wpakowałam łyżkę pełną lodów do ust.
-Już mi lepiej. Oddaj! - krzyknęłam oburzona, gdy wyrwał mi jedzenie z ręki. Wyszedł z salonu, by po chwili wrócić z sokiem pomarańczowym i kilkoma tabletkami na dłoni.
-Połknij to. - polecił. - Dzwoniłem do Darrio i do jutra masz wolne. - chciałam zaprotestować, lecz posłał mi karcące spojrzenie. - To tylko cztery godziny zajęć. Dwie z The Vamps i dwie z twoją grupą. - wzruszył ramionami. - Jutro poczujesz się lepiej w czwartek wracasz do Studia.
-Dobrze Braciszku. - rzuciłam z przekąsem. - Mógłbyś coś dla mnie zrobić?
-Już się boję... Co potrzebujesz?
-Idź do willi i obczaj, kim jest różowowłosa. Proooszę!
-Ktoś tu jest zazdrosny... - zanucił Zayn pod nosem, a ja rzuciłam w niego poduszką.
Siedziałam w salonie od kilku godzin i oglądałam kreskówki. W ręku trzymałam kakao, a na kolanach siedział kot. Nagle usłyszałam trzask drzwi i jakieś szmery w domu. Odłożyłam kubek, mocniej opatuliłam się kocem i wpatrywałam się w wejście do salonu.
Podskoczyłam i Grey wbiła się w moje uda w panice, gdy One Direction wyskoczyło zza drzwi. Syknęłam z bólu i wzięłam kotkę na ręce.
-Co wy tu robicie? Nie macie co w domu robić?
-Przyszliśmy umilić ci czas.
Bawiliśmy się świetnie. Najpierw oglądaliśmy Top Model i nabijaliśmy się z jurorów. Później Louis i Niall zgłodnieli i bili się o marchewki, a ja przypatrywałam się im z uśmiechem.
-Gramy w butelkę? - zawołał wesoło blondynek. Wszyscy razem zgodnie pokiwaliśmy głowami. - Ja zaczynam! - zakręcił pustą butelką i wypadło na Tomlinsona. - Lou, powiedz nam łaskawie... hmm... widziałeś Hazzę pod prysznicem? - zapytał uśmiechnięty.
-Miliony razy, sam go raz zatrzasnąłem pod prysznicem.
-Harry, z iloma dziewczynami spałeś? - zapytałam chichocząc.
-Nie pamiętam. - westchnął - Ale żadna nie przyszła z reklamacją.
Wyszło wiele brudnych sekretów i śmiesznych historii z życia zespołu.
-Luna, z iloma chłopakami spałaś? - odgryzł się Harry. Udawałam, że się zastanawiam, a potem liczyłam palce. Wszyscy patrzyli na mnie z niedowierzaniem...
~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~
Jest oto rozdział pełen błędów :) Następny pojawi się w poniedziałek/wtorek (wyjazd do babci) :D Witam nowych czytelników! Dziękuję za komentarze xD
Pozdrawiam
Luna :D

wtorek, 19 sierpnia 2014

Rozdział 23

Rozdział 23

Wstałam zmęczona, jakbym w ogóle nie położyła się spać. Głowa pulsowała mi nieprzyjemnym bólem, po raz pierwszy niezwiązanym z kacem. Zwlokłam się z łóżka i nie przebierając się z piżamy, zeszłam na parter.
Stanęłam w progu salonu oniemiała. Wszędzie walały się kubki po napojach i niedopałki po papierosach.
Przedarłam się do kuchni i otworzyłam lodówkę w poszukiwaniu czegoś do picia. Wyjęłam sok i zaczęłam szukać czegoś na ból głowy. Wzięłam dwa paracetamole i oparłam się o blat.
-Ty już na nogach? - zapytał zaspany Niall, stojący w progu. Odwróciłam się do niego i uśmiechnęłam się słabo. - Dobrze się czujesz? - podszedł do mnie i przyłożył rękę do mojego czoła. - Jesteś rozpalona.
-Nic mi nie jest, zaraz wracam do łóżka. A ty czemu nie śpisz? - odpowiedziało mi głośne burczenie brzucha blondyna. - Zrobić ci coś, czy dasz sobie radę?
-Dam sobie radę. Idź do łóżka, nie wyglądasz najlepiej.
-Dzięki. - prychnęłam i ruszyłam do pokoju. 
Było mi cholernie zimno. Wślizgnęłam się do łóżka i zagrzebałam się w pościeli. Ułożyłam się wygodnie i zamknęłam oczy.
Obudziły mnie jakieś szmery w pokoju. Otworzyłam niechętnie oczy i rozejrzałam się po pokoju. Niedaleko drzwi stali w rządku chłopcy, a Zayn trzymał jakąś tackę. Posłałam im zaciekawione spojrzenie.
-Jako, że ostatnio zrobiłaś nam śniadanie i nic ci nie zostawiliśmy, my mamy dla ciebie śniadanie do łóżka. - wytłumaczył Zayn, a chłopcy się uśmiechnęli uroczo. 
-Jadalne? - zapytałam kpiąco, a oni entuzjastycznie pokiwali głowami. - Dziękuję.... A..psik!
-Ktoś tu się przeziębił.. - zanucił Harry. - Rozgrzać cię Maleńka? - śmiesznie poruszył brwiami, a ja się roześmiałam.
-Źle się czujesz? - zapyta zmartwiony braciszek. - Potrzebujesz czegoś?
-Herbaty z cytryną i miodem i mojego kochanego braciszka, który by się o mnie nie zamartwiał. Jak wyjedziecie w trasę, to będziesz codziennie dzwonił i sprawdzał mnie? - zapytałam sarkastycznie.
-Oczywiście. - odparł z urażoną miną.
Zapanowała lekko napięta atmosfera między nami. Niall, Lou i Harry uśmiechnęli się do mnie i cicho wycofali się z pokoju.
-Liam mógłbyś wyjść? Chciałbym porozmawiać z siostrą...

~Oczami Liama~
Wyszedłem z pokoju i poszedłem do kuchni zrobić herbatę dla Luny. Wczoraj nie mogłem jej znaleźć na imprezie i miałem wrażenie, jakby mnie unikała. Dzisiaj nie było wcale lepiej. Próbowała mnie ignorować i nie zauważać mojej obecności. Coś musiałem jej zrobić...
-Hej Kochaś, jesteś? - z zamyśleń wyrwał mnie głos Vivien. Popatrzyłem na nią złowieszczo, a ona spojrzała na mnie wyzywająco. Podszedłem do niej i zacząłem ją łaskotać. Po chwili dołączyli do mnie Lou i Niall, a Viv płakała ze śmiechu i błagała o przerwę.
Puściliśmy blondynkę wolno i przybiliśmy sobie z chłopakami piątkę.
Podszedłem do szafek i wyjąłem herbatę, miód i cytrynę. Na blacie stał ulubiony kubek Rudej. Zrobiłem ulubiony napój dziewczyny i spojrzałem na zegarek. Raczej już wszystko sobie wyjaśnili.
Ruszyłem do pokoju przyjaciółki i delikatnie zapukałem w drzwi. Usłyszałem stłumione "proszę" i wszedłem do środka.
Luna leżała na łóżku wtulona w Zayna, a on delikatnie gładził ją po włosach. Mulat podniósł wzrok i skinął mi głową w podziękowaniu.
Cicho wycofałem się, uprzednio odkładając kubek z gorącą herbatą. Nie chciałem zakłócać rodzinnej atmosfery, ponieważ sam uwielbiałem towarzystwo kuzynów i kuzynek.
-Zayn, my idziemy do domu! - usłyszałem z dołu Nialla, pewnie był głodny.
Siedzieliśmy na kanapie w salonie i oglądaliśmy z chłopakami horror. Co chwilę wybuchaliśmy głośnym śmiechem. Film był niedorzeczny! Duch w Nike'ach? Albo Kraken z zegarkiem?
Naszą krytykę przerwał dzwonek do drzwi. Wszyscy spojrzeli na mnie.
-Dobra, już dobra. Otworzę. - wstałem niechętnie i poszedłem otworzyć drzwi. - Sophie?!
~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~
Króciutko, ale dodaję dzisiaj :D Błędy?! -> Obecne! xD Następny w czwartek :D Zachęcam do komentowania :)
Pozdrawiam 
Luna :D