wtorek, 30 grudnia 2014

Rozdział 33

Rozdział 33

Otworzyłam oczy, lecz zaraz je zamknęłam. Światło raziło, a głowa pulsowała niemiłosiernie. Przesunęłam się na łóżku i poczułam, że coś ociera się o moje nagie stopy. Gwałtownie podniosłam się do postawy siedzącej, ale zakręciło mi się w głowie i ponownie opadłam na poduszki. Odczekałam chwilę, po czym spróbowałam znowu.
Usłyszałam miauknięcie i zobaczyłam Grey, która wychylała łepek spod kołdry.
-A co ty tu robisz? Miałaś być w Londynie z Bradem. - pogłaskałam kotkę, która zamruczała i zaczęła delikatnie przygryzać moje palce.
Po chwili delikatnie wysunęłam się z łóżka i wstałam. Świat zawirował, a ja poczułam, jak żołądek robi fikołki. Szybko pognałam do łazienki i pochyliłam się nad sedesem, by zwrócić całą jego zawartość.
Opierałam się o chłodne kafelki, a Grey parzyła na mnie błagalnie. Wstałam i znów poczułam skurcze żołądka. W miarę szybko poszłam do drzwi prowadzących na korytarz. Otworzyłam je i gdy zwierzę znalazło się za progiem, zamknęłam ponownie.
Wróciłam do łazienki i spojrzałam w lustro. Byłam we wczorajszych ubraniach i miałam rozmazany tusz pod oczami. Moja twarz była blada i cała prezentowałam się jak siedem nieszczęść.
Próbowałam przypomnieć sobie wydarzenia poprzedniej nocy, lecz wspomnienia urywały się wraz z wejściem do klubu. Szłam za kimś. Czyjaś ręka spoczywała na moim ramieniu. Wytężyłam umysł, ale nie potrafiłam sobie przypomnieć niczego oprócz dziwnego różowego napoju. Znów wstrząsnęły mną torsje, chociaż żołądek był pusty.
Postanowiłam się wykąpać. Mała wanna stała w rogu pomieszczenia. Napuściłam gorącej wody i nalałam odrobinę ulubionego płynu do kąpieli. Wróciłam do sypialni i wyjęłam czyste ubrania.
Gdy wycierałam się ręcznikiem, dokładnie oglądałam swoje ciało. Miejscami było czerwone od słońca. Na ramieniu miałam siniaka. Pewnie ktoś ścisnął moją rękę. Przejechałam dłonią po małej bliźnie po operacji, która była niemal niewidoczna. Na brzuchu wykwitła duża brązowa plama. Ktoś mnie uderzył. Jak ojciec. Zrobiło mi się niedobrze. Poczułam się jakbym cofnęła się w czasie i znów stała w małej łazience w piwnicy domu rodziców.
Przełknęłam ślinę i pokręciłam, by rozproszyć nieprzyjemne myśli. Gdy obejrzałam się cała, okazało się, że mam siniaki na wewnętrznych stronach ud. Wtedy nie zdołałam powstrzymać wymiotów.
-Luna? Jesteś tam? - usłyszałam Liama zza drzwi. Opierałam się o łóżko i przyglądałam swoim dłoniom. Głowa bolała mnie bardziej niż kiedykolwiek.
-Tak - wychrypiałam i sama przestraszyłam się swojego głosu.
-Mogę wejść? - przytaknęłam cicho. - Mam śniadanie. Wpuścisz mnie?
-Tak.
Wszedł do środka. Położył tackę z jedzeniem na komodzie, po czym rozejrzał się dookoła. Gdy mnie dostrzegł, popatrzył na rurki, które zakrywały siniaki na udach, i na bluzkę 3/4, która maskowała plamy na brzuchu i ramionach.
-Nie jest ci ciepło? - pokręciłam głową - Jesteś głodna?
-Nie. - wychrypiałam.
-Boli cię brzuch? - otworzyłam szeroko oczy i popatrzyłam na niego zdziwiona. - Piecze cię skóra? Wczoraj nieźle się spaliłaś.
-A to. Nie boli. - mruknęłam.
-Mogę obejrzeć?
-Nie! - wyrwałam się gwałtownie. Skuliłam się w sobie. Nie chciałam, żeby ktokolwiek mnie dotykał w tamtej chwili. Liam spojrzał na mnie zaniepokojonym wzrokiem.
-Co się wczoraj wydarzyło?
-Nie pamiętam. Ostatnie, co sobie przypominam to czyjaś ręka na moim ramieniu i później pustka. - popatrzyłam na niego błagalnie, mając nadzieję, że on coś wie.
-Ponoć się biłaś i ktoś wsypał ci coś do napoju. Podejrzewamy, że pigułkę gwałtu.
-Ale nic się nie... - głos mi się łamał, a serce biło, jakby miało mi wyskoczyć z piersi.
-Nie. Nie wiemy co się stało, ale prawdopodobnie TO się nie wydarzyło. - wzdrygnął się. - Nic się nie stało. - zaczęłam się trząść.
Chłopak usiadł obok mnie, a ja wtuliłam się w niego. Pomimo, że nie chciałam, by ktoś mnie dotykał, potrzebowałam ciepła, a Payne mi go zaoferował.
Siedzieliśmy w ciszy i wpatrywaliśmy się w ścianę. Nagle zaburczało mi w brzuchu.
-Śniadanie! Pewnie już wystygło! - zerwał się z podłogi, wypuszczając mnie z objęć.
Może być. - uśmiechnęłam się do niego. Odstraszył moje demony. - Zjesz ze mną?

~Oczami Harry'ego~


-Kiedy mamy to spotkanie z gościem, który znalazł telefon Luny? - zapytałem.

-Cholera. - Zayn wyjął swoją komórkę i wyszedł z salonu.
-Jak tam Vivien? - zagadałem do Alison, która siedziała naprzeciwko.
-Czuję się lepiej. - Viv pojawiła się w progu, oparta o Louisa. Tommo nie opuszczał jej ani na krok od wczorajszego wieczoru. - Co z Luną? Znaleźliście ją?
-Tak. Liam do niej poszedł. Jeszcze nie wrócił. - Alison zmarszczyła brwi. - Pójdę do niej i sprawdzę, co oni robią tak długo.
-To przecież oczywiste. -wzruszyłem ramionami. - Ciągnie ich do siebie. Nie zdziwię się, jeśli po tym wyjeździe będą razem. Ale nie chciałbym być w skórze Liama, gdy powie Paulowi.
Dziewczyny posłały mi zdziwione spojrzenia, a ja tylko pokręciłem głową. Nie musiały wiedzieć, jak bardzo naciskał na nas manager.
-Idziemy zwiedzać miasto, a o 5 popołudniu mamy odebrać telefon Luny. - wrócił Zayn i przerwał krępującą ciszę. - Luna już zeszła?
-Miałam właśnie do niej pójść. - Alison spojrzała na Zayna z światełkiem w oczach. Miałem nadzieję, że też kiedyś kogoś takiego poznam. Dziewczynę, która pokocha mnie, a nie członka słynnego boysbandu.
Do pomieszczenia wbiegli Kai, John i Niall, śmiejąc się radośnie. Pomimo,że wyjazd nie rozpoczął się najlepiej, dostrzegł szansę na najlepsze wakacje w życiu.
Za nimi weszli pozostali. Rozsiedli się na kanapach, a ja przyjrzałem się podejrzliwie Danielle.
-Gdzie Liam? - zapytała słodkim głosem.
-Z Luną. - obserwowałem, jak jej rysy wykrzywia grymas wściekłości. Po sekundzie jej twarz wróciła do obojętnego wyrazu. Spojrzałem na pozostałych, lecz nikt nie zwracał na nią uwagi. Ta dziewczyna była dziwna. I przerażająca.
-Idę do kuchni. Jestem głodny. - Niall wstał z miejsca obok i popatrzył na resztę. - Ktoś coś chce?
-Idę z tobą. - usłyszeliśmy zachrypnięty głoś Rudej, która weszła do salonu, opierając się o Payne'a.
-Dobrze się czujesz? - Malik patrzył na nią z zatroskaniem. Zanim pojawiła się Luna, nie widziałem go czymś tak bardzo przejętym. Zayn był dobrym bratem.
-Lepiej niż rano, ale potrzebuję soku pomarańczowego i tabletek przeciwbólowych. - uśmiechnęła się słabo. Była blada i miałem wrażenie, jakby tylko Liam powstrzymywał ją od upadku.
Alex wskazał jej ręką fotel, na którym siedział i ruszył do kuchni po sok i paracetamol.
-Pamiętasz coś z wczoraj? - zapytała niepewnie Alison. Zauważyłem kątem oka, że Danielle się spięła.
-Mało co. Ale nic mi się nie stało. Chyba. - dodała ciszej.
-Co Cię boli? - zapytał Alex, która właśnie przed nią ukucnął i podał jej szklankę i tabletki.
-Głowa i brzuch. Trochę nogi.
-Gdzie dokładnie? Masz skurcze? - zapytał profesjonalnym tonem. Nadaje się skurczybyk na lekarza. I będzie cholernie dobry.
-Nic mi nie jest. Po prostu coś mi zaszkodziło. - westchnęła - A co się właściwie działo? - jej ciało było spięte i oddychała nierówno.
-Gdy fani nas otoczyli, ktoś zaatakował mnie nożem. - wymamrotała blondynka i spojrzała na Lunę - Ale nic poważnego się nie stało. Po prostu mam niewielkie rozcięcie na brzuchu.
-Ale kto..?
-Nie wiemy. - odpowiedziałem - Poza tym byliśmy rozkojarzeni,bo...
-Bo każdy był zajęty rozglądaniem się za tobą. - wysyczała jadowicie Danielle. Posłała jej nienawistne spojrzenie, jakby Rudy zamordowała jej matkę.
Niemal słyszałem trybiki w głowie Luny. Nagle jej oczy zrobiły się smutne, a ona skuliła się w sobie.
-To nie twoja wina. - powiedziałem do niej, a ona spojrzała na mnie z roztargnieniem i zdziwieniem. Znałem się na ludziach. Lepiej, niż każdy mógłby przypuszczać.
Przez chwilę trwała cisza, którą przerwało głośnie wymaszerowanie Dan z pokoju. Można było zauważyć ulgę na większości twarzach.
-Opowiadając dalej, chłopcy cię szukali. W międzyczasie zniknęła Dan, a my wróciliśmy do domu z Viv. Około 2 wróciła Danielle, a o 3 przynieśli cię Kai i Michael. - zakończył Liam bez tchu - Nic więcej nie wiemy.
-Okey. - Ruda uśmiechnęła się nieśmiało. Podziwiałem tą dziewczynę. Pomimo, że los ciągle rzucał jej kłody pod nogi, ona się nie poddawała i była radosna. - Co robimy dzisiaj?
~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~
Długo nie było rozdziału. Do tego ten jest nudny i do niczego. W następnych pojawi się więcej akcji. Dziękuję za obecność tym, którzy zostali :*
Szczęśliwego Nowego Roku! Spełnienia Marzeń! I wytrwania w postanowieniach :D
Pozdrawiam
Luna :D

środa, 26 listopada 2014

Rozdział 32

Rozdział 32

-Gotowa? - zapytał Liam i uścisnął moją rękę.
-Jak nigdy w życiu. - wyszczerzyłam zęby w szerokim uśmiechu.
Po sekundzie kolejka górska ruszyła, a moje serce biło jak szalone.
Powodem mogła być pędząca kolejna, lecz naprawdę pobudzała je bliskość czekoladowookiego chłopaka.
Wagoniki szybko sunęły po torach, a my śmialiśmy się radośnie. Siedziałam z Paynem w pierwszym wagonie, a za nami rozsiedli się pozostali oprócz Eleanor, Kai'a, Johna i Danielle. Kolejka mknęła po torach, robiąc pętle, to zwalniając, to przyspieszając. Wagoniki zatrzymały się, a ja spojrzałam zauważyłam zielonego Harry'ego. 
-Dobrze się czujesz? - zapytał Louis siedzący obok.
Chłopak skinął głową i szybko wyskoczył na ziemię. Nie czekaliśmy na specjalne zaproszenie i poszliśmy w ślady Stylesa.
Podeszliśmy do stoiska z popcornem, gdy nagle zgasły i wszędzie wokół zapanowało poruszenie. Ludzie wyjmowali telefony i oświecali swoje otoczenie. Nikt nie wiedział, co się dzieje.
Nagle na głównym placu rozbłysły lampy, ukazując rudowłosą postać w masce. Dziewczyna miała czarny opinający top i czarne dresy. Po chwili dołączył do niej ubrany podobnie chłopak z zasłoniętą twarzą i rozbrzmiała muzyka. Popatrzyli na siebie, wzruszyli ramionami i padli na kolana. Wokół nich zgromadzili się ludzie w czarnych kombinezonach i maskach.
Podświadomie zaczęłam przeciskać się przez tłum, by podejść bliżej tancerzy. Pojedyncze osoby mamrotały coś pod nosem, ale nie zwracali na mnie zbytnio uwagi. Gdy przedarłam się do pierwszego rzędu, Czarni byli zbici w wielką kopułę dookoła dziewczyny i chłopaka. Po sekundzie rozległ się trzask w głośnikach i żywa figura z ludzi rozbiła się.
-OUR NAME IS LAVINA! - wypowiedział mechaniczny głos, a ekipa zaczęła tańczyć.
Byli zgrani i ruszali się z niezwykłą synchronizacją i gibkością.
Gdy dwóch chłopaków robiło salto, reszta opadała na kolana. Kiedy wykonywali piruety i skłonili się, ponownie zgasły lampy. Ludzie klaskali i śmiali się radośnie. Stałam na środku placu jak zahipnotyzowana. Gdy powrócił prąd do całego wesołego miasteczka, a karuzele ruszyły, Laviny już nie było. Zniknęli.
-Wow - usłyszałam kilka metrów za sobą Nialla. Odwróciłam się spostrzegłam całą grupę.
-To gdzie teraz? Możemy... - zaczął Harry, który wyglądał dużo lepiej niż po przejeździe kolejką.
-Czy to One Direction?! Ej ludzie to One Direction! - nagle wielki tłum odgrodził mnie od chłopaków.

~Oczami Zayna~
Szczęśliwi fani otoczyli nas ze wszystkich stron, odgradzając od Luny. Próbowałem dojrzeć siostrę wśród tłumu, lecz nigdzie nie było jej widać.
Fani coraz bardziej napierali na nas, a my nie widzieliśmy szans na ucieczkę.
-Gdzie jest Luna? - usłyszałem Alexa, który rozglądał się nerwowo.
-Spróbuj ją znaleźć, okey? - zwróciłem się do chłopaka - Ja nie dam rady...
Po chwili z naszego ściśniętego kręgu liczącego 13 osób wydostali się Michael i Alex. Przedarli się przez piszący tłum i ruszyli w poszukiwaniu Rudej. Patrzyłem za nimi chwilę, po czym odwróciłem się do pozostałych.
-John, jak się stąd zmyć?
-Wy w piątkę idziecie za mną a reszta rozprasza się i robi zamieszanie. Spotkamy się za 15 minut na Inspiration Point. Później znajdziemy Lunę, Mike'a i Alexa. Wszyscy zrozumieli?
Wszyscy skinęli głowami i nagle zaczęli piszczeć, krzyczeć i biegać w kółko, a my w szóstkę zaczęliśmy się powoli wycofywać. Dostrzegłem tylko jak jakiś facet przyciągnął do siebie Vivien, a Louis już rzucił się na ratunek koleżance.
Czyli nici z naszej ucieczki.
Podbiegłem do niego w chwili, gdy uderzał chłopaka w twarz. Chwyciłem go za ramiona i odciągnąłem do tyłu. Lou wyrywał się chwilę, po czym przeniósł rozkojarzone spojrzenie na Viv, która siedziała na ziemi i obejmowała się za brzuch. Była blada i na jej twarzy widniał grymas bólu. Tomlinson odsunął się ode mnie i uklęknął obok dziewczyny.
-Wszystko w porządku? - dziewczyna skrzywiła się i pokręciła głową.
-Ktoś próbował mnie dźgnąć nożem... - odsunęła ręce i zobaczyliśmy ślady krwi na jej rozciętej koszulce - ledwo mnie drasnął.
Rozejrzałem się wokół i spostrzegłem uśmiechającą się pod nosem Danielle. Czy to możliwe, że to była ona?
-Mogę zobaczyć? - usłyszałem Liama. Odwróciłem się do krwawiącej blondynki i zapomniałem o fanach, o moich podejrzenia i o wszystkim oprócz Vivien. Payne uniósł lekko koszulkę, a dziewczyna syknęła. Rana była podłużna i sączyła się z niej krew, ale wyglądała na płytką. 
Nagle spostrzegłem, że znikąd pojawili się Alex i Michael, kręcąc głowami z zawiedzionymi minami. Gdy zobaczyli ranną Vivien, otworzyli szeroko oczy i zatrzymali się w półkroku.
-Co się stało? - wykrztusił Mike.
-Ktoś próbował ją dźgnąć. - wykrztusił Louis, trzymający głowę blondynki na kolanach.
-Gdzie Luna? - zapytałem i zacząłem się rozglądać z nadzieją, że zobaczę ją chowającą się za chłopakami.
-Zniknęła. - podeszła do mnie Alison i przytuliła się do mnie.
-Spokojnie. Ona wszędzie się gubi, ale zawsze wraca. - wymamrotała w moją klatkę piersiową. Była tak samo zdenerwowana jak ja. - Trzeba ją zawieść do lekarza.
Nagle spostrzegłem, że na placu zostaliśmy tylko my, a wszyscy inni gdzieś pobiegli.
-Nie będą potrzebne szwy. Trzeba szybko wrócić do willi i tam się nią zajmę. - Alex pochylał się nad dziewczyną i odwrócił się do nas. - Medycyna, co nie?
-Wszyscy są oprócz Luny? - zapytał John.
-Nie ma Danielle...
-Gdzie ona znowu poszła? - chłopak był zirytowany - Nieważne. Trzeba zabrać Vivien do domu. Michael i Kai zostają tutaj, a reszta wraca do domu. Nie chcemy kolejnych ataków fanów. - popatrzył na mnie i Liama, gdy mieliśmy się sprzeciwiać. Skinęliśmy ponuro głowami.

Kilka godzin później siedziałem na kanapie i czekałem na powrót chłopaków i dziewczyn. Obok mnie leżała Alison i opierała głowę na moich kolanach. Na drugiej sofie bliżej kominka był Liam i tępo wpatrywał się w ścianę. Po chwili trzasnęły drzwi, a Payne zerwał się z miejsca. Do salonu weszła rozzłoszczona Danielle. Popatrzyła na nas, wymamrotała coś pod nosem i ruszyła korytarzem w stronę pokoi. Daddy opadł na kanapę i powrócił do poprzedniego zajęcia.
Wyjąłem telefon i napisałem Michaelowi sms o tym, że Danielle wróciła.
Alison wróciła do naszego pokoju, a my z Liamem nadal siedzieliśmy w salonie i czekaliśmy.
-Nie zrań jej. - wyszeptałem.
-Nie mam takiego zamiaru. Wiele dla mnie znaczy. Chyba ją ko...
Drzwi wejściowe otworzyły się z hukiem i do środka weszli Kai i Michael z nieprzytomną Luną na rękach. Zerwaliśmy się z miejsc i pospiesznie położyliśmy dziewczynę na sofie.
-Co się stało?
-Ktoś podał jej pigułkę gwałtu, a jak ją znaleźliśmy, była na granicy wyczerpania. Możliwe, że się biła.
-Jaką pigułkę? Kiedy? - poczułem jak gniew ogarnia moje ciało. Chciałem znaleźć tamtego gościa i go zatłuc.
-Po naszym rozdzieleniu. Jakiś jej znajomy postawił jej colę, gdy czekała na nas. Tyle nam powiedziała, a potem odpadła. -
powiedział Michael. - Jutro raczej nic nie będzie pamiętać. - spojrzał na nas - Wyglądacie koszmarnie. Przeniesiemy Rudą do jej pokoju i wszyscy pozostali idą spać.
Gdy zamknęliśmy drzwi od pokoju mojej siostry, Kai zapytał o stan Vivien. Rana była powierzchowna i szybko Alex ją opatrzył. 
-Jedynie nie będzie mogła wchodzić do oceanu przez kilka dni. - Hindus skinął głową i życzył nam dobrej resztki nocy, po czym ruszył do swojego pokoju.
Padłem na łóżko obok Alison, popatrzyłem na zegarek, który wskazywał 3:19 i wtuliłem się w swoją dziewczynę.
~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~
Przepraszam, że tak długo...
Pozdrawiam 
Luna :D

środa, 29 października 2014

Rozdział 31

Rozdział 31

~Oczami Liama~
Popatrzyłem na Louisa z cwanym uśmiechem, a on skinął mi głową.
-Ja nie wejdę do wody! Włosy mi się rozprostują! - krzyczał Harry.
-A ja jestem głodny... - marudził Niall.
-Jak wejdziecie do wody i załapiecie choć trochę surfing, to funduję wam wyjście do wesołego miasteczka wieczorem! - zawołała Luna, a ja obserwowałem, jak oczy chłopaków rozszerzyły się z podniecenia.
-A watę cukrową i jabłka w karmelu też stawiasz? - zapytał Niall przymilnie.
-Niech stracę! - dziewczyna roześmiała się radośnie.
Blondyn popędził do desek surfingowych położonych na piasku, krzycząc, byśmy się pospieszyli. Pokręciłem głową ze śmiechem i ruszyłem po jedną dla siebie.
Siedziałem na desce w wodzie, a obok mnie na swojej leżała Luna. Miała czerwoną skórę od słońca, ale twarz bladą.
-Dobrze się czujesz? - zapytałem, wyrywając ją z zamyślenia. Pokiwała głową i uśmiechnęła się do mnie. Po chwili dołączył do nas Louis.
-No więc, surfowaliście już kiedyś?
-Nie. - odparł Louis z głupim uśmieszkiem.
-To patrzcie na mnie i spróbujcie powtórzyć i się nie zabić. - powiedziała z cwanym uśmieszkiem. 
To się zdziwi - pomyślałem.
Czekaliśmy na falę. Wygłupialiśmy się z Lou i udawaliśmy, że nic nie umiemy. Luna cierpliwie tłumaczyła nam, co robimy źle i jak to naprawić. Urodzony instruktor.
Słońce było bezlitosne i mocno świeciło, grzejąc moją skórę. Ruda miała już czerwone plamy na plecach i brzuchu. Spiekła się i wieczorem miała to poczuć.
Nagle podpłynął do nas Harry i zrzucił Carmarę z deski, a ta w niezbyt miły sposób spadła do wody. Zaczęliśmy się śmiać, gdy wynurzyła się z wody z miną mordercy. Podpłynęła wolno do Loczka i wrzuciła go do wody. Styles zaczął piszczeć, ale woda zagłuszyła go. Dziewczyna podpłynęła do swojej deski i zaczęła się na nią wdrapywać, oferując nam niesamowity widok jej wypiętych pośladków. Spojrzałem na swoje szorty i lekko poczerwieniałem. Miałem mały problem dużych rozmiarów. Spojrzałem na Louisa. Wyglądał na zafascynowanego i nic poza tym. Cholera!
Położyłem się na brzuchu by nic nie było widać i wpatrywałem się w ocean, by odwrócić myśli.
-Liaś, zmęczyłeś się? Co tak leżysz? - zapytał Harry z głupim uśmieszkiem, gdy wdrapał się na deskę.
-A tak sobie. Opalam plecy. - rzuciłem na odczepne i wyszczerzyłem się do chłopaków.
-Płyniecie panienki? - zapytała Ruda i zaczęła płynąć za falą w popisowy sposób, unosząc pośladki. Wciągnąłem głośno powietrze.
-Nieźle cię wzięło... - mruknął Louis, a ja popatrzyłem na niego nierozumiejącym wzrokiem - Zadurzyłeś się w niej - prychnąłem - i jesteś na nią napalony.
-Wcale, że nie! - wykrzyknąłem i zrobiłem się cały czerwony. Aż tak to widać?
-Nie kłam, mamy oczy. - wzruszył ramionami Harry - A poza tym, co się dziwić? Jest naprawdę niezła i gdyby nie Zayn, zająłbym się nią.

Gdy wszyscy dotarli do plaży,
odnieśliśmy deski składziku.
-Teraz wszyscy pod prysznic i za 30 minut widzimy się w salonie. - powiedział Zayn i objął ramieniem Alison.
Każdy pobiegł do pokoju, a ja wolno szedłem za Luną i patrzyłem na jej spalone plecy.
-Nie pieką cię plecy?
-Troszkę. Nałożę na nie balsam i będzie okey. - odwróciła się do mnie. - A co? Chcesz posmarować mi plecy?
-Z chęcią. - odpowiedziałem cwaniacko. - Będę za 15 minut.

-Luna, jesteś tu? - zawołałem, gdy wszedłem do jej tymczasowego pokoju.
-Jestem w łazience!
Nie słyszałem prysznica, więc uznałem, że zaraz wyjdzie. Nie myliłem się. Po chwili wyłoniła się z łazienki w samym ręczniku.
Stałem i wgapiałem się bezmyślnie w dziewczynę, gdy ona szukała bielizny. Gdy wyjęła czarne koronkowe stringi i skąpy stanik, oczy prawie wyszły mi z orbit, a w szortach, które miałem na sobie, zrobiło się za ciasno.
-Zaraz wracam. - uśmiechnęła się słodko i zniknęła w łazience.
Rozglądałem się po pomieszczeniu i podszedłem do łóżeczka dla dziecka. Od zawsze chciałem mieć dzieci, lecz w późniejszym wieku, gdy nasza kariera zwolni. Miałbym dla nich więcej czasu.
Moje rozmyślenia przerwało pojawienie się Rudej. Stała przy łóżku w samej bieliźnie i przyglądała mi się.
Cholera. Wyglądała niesamowicie. Wykończy mnie. Pomyślałem i podszedłem do niej.
-Połóż się na brzuchu i podaj mi balsam.
Rozprowadzałem krem na jej plecach, delikatnie i w zmysłowy sposób. Czułem pod palcami, jak jej ciało rozluźnia się, by po chwili znowu spiąć mięśnie. Wtarłem kosmetyk, ale nie chciałem przestać jej dotykać.
-Odwróć się. - poprosiłem cicho, a ona szybko przeturlała się na plecy i spojrzała na mnie rozpalonym wzrokiem. Była podniecona.
Wycisnąłem z tubki odrobinę chłodnego mleczka, a ona zajęczała z przyjemności. Położyłem dłonie na jej lekko zarysowanych mięśniach brzucha. Ostrożnie przesunąłem ręce w dół, aż na skraj materiału. Wmasowałem balsam i znów przeniosłem się wyżej, tuż pod biustonoszem. Gdy skończyłem, zabrałem dłonie.
-Jeszcze pod szyją. - szepnęła.
Poruszałem palcami wzdłuż krawędzi miseczek stanika, a Luna wierciła się na łóżku.
-Spokojnie. - usiadłem na niej okrakiem.
-Luna?! - usłyszeliśmy Vivien, idącą korytarzem. - Masz pożyczyć... - weszła do pokoju i zamarła. - Przyjdę później. - wyjąkała i wybiegła z pomieszczenia. Popatrzyliśmy na siebie i wybuchnęliśmy śmiechem.
-Przecież jestem ubrany. - spojrzałem na swoje czarne szorty i niebieski podkoszulek. Nie było powodu, by ukrywać moje podniecenie. Ona także patrzyła na mnie płonącym wzrokiem.
-Nie da się ukryć. - uśmiechnęła się szeroko. - Uciekaj już. Muszę się ubrać.

~Oczami Luny~

Cały czas myślałam o Liamie. Nigdy wcześniej nie byłam taka podniecona. Jakie on ma ręce...
Ubrałam zielone spodenki i białą bluzkę na ramiączkach. Popsikałam się perfumami i rozczesałam włosy, troszkę się poplątały podczas naszego "nacierania" balsamem.
Gdy zeszłam na dół, brakowało już tylko Zayna i Alison. Usiadłam obok Vivien, a Liam posłał mi szeroki uśmiech. Siedział obok Danielle, a ona przysunęła się stanowczo zbyt blisko niego. Viv posłała mi pytające spojrzenie.
-O co chodziło z Liamem w twoim pokoju? - spłonęłam rumieńcem, gdy uwaga wszystkich skupiła się na mnie i Payne'ie. Dan przeszyła mnie groźnym spojrzeniem.
-Smarował mi plecy? - zapytałam z ironią ze wzrokiem wbitym w podłogę.
-Dlaczego on?
-Bo jako jedyny się tym zainteresowałem. - mrugnął do mnie okiem, a ja się uśmiechnęłam pod nosem. Zapadła krępująca cisza, którą przerywały tylko nasze oddechy.
-Hej! Idziemy do tego wesołego miasteczka?! - zawołał Zayn, gdy zeszli z fioletowowłosą do salonu. Dziewczyna była zarumieniona i odprężona, nie trudno było się zorientować, co ich zatrzymało.
-Komu w drogę, temu więcej czasu na zabawę i jedzenie na miejscu! - zanucił Niall i pobiegł do wyjścia. Zaśmialiśmy się i ruszyliśmy za nim.
~~~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~
Prawie 3 tygodnie nie nie dodawałam :/ Otóż w niedzielę padł mi internet i nie miałam, jak dokończyć rozdziału :/ Wyszedł taki sobie, ale fani Luny i Liama mieli używane xD Następny, jeśli będzie tu 6 (lub więcej :D) komentarzy, pojawi się koło poniedziałku lub wtorku :) Dzięki za wytrwałość i cierpliwość :*
Pozdrawiam
Luna :D

czwartek, 9 października 2014

Rozdział 30

Rozdział 30

~Oczami Liama~
-Halo? - usłyszałem jakiegoś mężczyznę, a moje serce stanęło. Bezwładnie osunąłem się na kanapę.
-Kto mówi? - zapytał ostro Zayn.
-Znalazłem telefon pod szpitalem i szukam właściciela...
-Pod jakim...
-Wróciłam! - drzwi trzasnęły, a Luna pojawiła się w salonie. Poderwałem się z miejsca i oplotłem ją ramionami. Poczułem znajome już ciepło jej ciała i odetchnąłem głęboko.
-Ruda, wszystko w porządku? - Zayn stał obok nas, a ja nadal trzymałem dziewczynę w objęciach.
-A czemu miałoby nie być? - zapytała zmieszana.
-Słuchałaś radia albo nikt do ciebie nie dzwonił? - dziewczyna zaczęła sprawdzać kieszenie i popatrzyła na mnie z przerażeniem.
-Nie mam telefonu. Zgubiłam go. - odsunęła się ode mnie i zaczęła krążyć po pokoju,przeczesując włosy palcami. - Muszę go odzyskać. Mam tam numery, które są bezcenne.
Luna była coraz bardziej blada i zaczęła się chwiać. Brat chwycił ją za rękę i posadził na kanapie obok Alexa.
-Ktoś znalazł twój telefon. Jutro się z nim spotkamy i odbierzesz swoją własność. - oznajmił Louis, który właśnie wszedł do pomieszczenia z moim telefonem w ręku.
-Możemy jutro trochę pozwiedzać, jeśli chcecie. - John był rozentuzjazmowany.
-Jutro. - mruknęła Ruda. - Kiedy będzie obiad? Umieram z głodu. - Niall pokiwał głową, a reszta wybuchła śmiechem.
-Możesz iść pomóc dziewczynom. - wyszczerzył się Louis.
-Nie, dzięki. Pójdę się umyć i przebrać w coś wygodniejszego. - po chwili po dziewczynie nie było śladu.
-Ona wykończy mnie psychicznie. - westchnął Zayn.

~Oczami Luny~
-Ktoś idzie na plażę? - zapytałam wesoło, ale odpowiedziały mi tylko jakieś jęki. - No wiecie co?! Ja idę poleniuchować nad wodą. Jak wam się znudzi, to zapraszam nad ocean.
Leżałam na kocu, który wyjęłam z kantorka i opalałam się. Nagle poczułam, że się uniosłam. Otworzyłam oczy i popatrzyłam na napastnika.
-Louis? Co robisz?
-Niosę cię? - odpowiedział ze śmiechem.
-Ale po co... - nie dokończyłam, ponieważ wrzucił mnie do wody. Moje usta napełniły się wodą, a ja opadłam na dno. Szybko odbiłam się i wypłynęłam na powierzchnię. Moje stopy ledwo dotykały dna. Czy przy brzegu może być tak głęboko? Niespotykane. Zaczęłam się krztusić i kaszleć. Tym razem oplotły mnie inne ramiona i ktoś wyniósł mnie z wody.
-Wszystko w porządku? - wpatrywałam się w czekoladowe tęczówki, nadal kaszląc. Pokiwałam twierdząco głową, a chłopak popatrzył na mnie z powątpiewaniem.
-Jest okey. - odetchnęłam głęboko, gdy uwolniłam się od uporczywego kaszlu. - Po prostu napiłam się trochę wody. - uśmiechnęłam się krzywo.
-Jak długo się opalałaś? Jesteś cała czerwona. - usłyszeliśmy Zayna i oboje równocześnie z Liamem spojrzeliśmy na mój brzuch. Jęknęłam cicho. Podniosłam wzrok i spostrzegłam, że chłopak nadal wpatrywał się w moje ciało, tym razem trochę wyżej. Splotłam ręce na piersiach, a on popatrzył w moje oczy zawstydzony tym, że przyłapałam go na patrzeniu na mój biust. Uśmiechnęłam się ironicznie.
-Ładny widok?
-A żebyś wiedziała. - mruknął pod nosem. - Trzeba to będzie posmarować czymś. - popatrzył na mnie, a moje oczy rozszerzyły się z zaskoczenia. Roześmiał się. - Twoje poparzenia.
Wzruszyłam tylko ramionami i odwróciłam się do pozostałych. Wszyscy byli już na plaży. Spojrzałam diaboliczny wzrokiem na Louisa, a on obdarzył mnie bezczelnym uśmiechem.
-John, ile masz desek? - zapytałam, nie odwracając wzroku od Tomlinsona.
-11 zwykłych i 3 neony, a co? - uniósł brwi i po chwili załapał, o co mi chodziło. - Wszystkie w dobry stanie.
-Alison bierzesz Zayna i Harry'ego, Vivien możesz się pomścić na Niallu i Michaelu, a ja się zajmę Louisem i Liamem. - zatarłam ręce i popatrzyłam na dziewczyny, które chytrze się uśmiechały. - Reszta organizuje się sama. - puściłam oczko do Johna, a on się wyszczerzył.
-W magazynku są deski. Każdy bierze po jednej i wraca tutaj.
Przeprowadziłam rozgrzewkę, by nie złapał ich skurcz i chwyciłam jedną z desek neonowych. Wskazałam Liamowi i Louisowi, by zrobili to samo. Wbiegłam do wody i usiadłam na desce.
-Pływaliście kiedyś? - zapytałam z szyderczym uśmiechem.

~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~
Trochę obsunęłam się z czasem, ale za tydzień mam bierzmowanie i musiałam się poduczyć :/ Oddaję w Wasze ręce kiepski i krótki rozdział, ale następny postaram się napisać lepszy :* Widzę nowych czytelników xD Zapraszam do komentowania, to zawsze jakaś motywacja :D
Pozdrawiam 
Luna :D