piątek, 1 stycznia 2016

Przenosiny!

Oficjalnie ogłaszam przenosiny opowiadania na WATTPAD. Jeśli ktoś nie ma tam konta, zachęcam. Wiele fanfiction, łatwy kontakt z autorami i powiadomienia bezpośrednie, co ułatwia bycie na bieżąco z opowiadaniem. Zachęcam do dalszego czytania moich wypocin.
Kocham Was <3

Rozdział 38

Rozdział 38

Ruszyłam w stronę szatni. Ledwo widziałam na oczy, byłam tak zmęczona. Marzyłam o łóżku. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. 22:32 Zanim dotrę do domu, będzie północ. I o czwartej pobudka. Jutro o szóstej rozpoczynały się próby i miały trwać do dwunastej. Później miałam ostatnie zajęcia z The Vamps przed ich trasą, na którą wyjeżdżali we wtorek.
Wzięłam krótki prysznic i założyłam świeże ubrania. Od początku nauki w Akademii zawsze miałam przy sobie jakieś na zmianę. Słaniałam się na nogach i kręciło mi się w głowie, gdy wchodziłam po schodach, by wyjść z budynku. Nagle usłyszałam czyjeś przyciszone głosy, które wydawały mi się być znajome.
-Masz być dla niej wredny i sprawdzić jej charakter. Nie chcemy ludzi, którzy odpuszczają w połowie. Będziesz jej mentorem w Lavinie, więc nie pokpij zadania.
-Oczywiście, mamo.
Uznałam to za majaki ze zmęczenia. Popchnęłam drzwi na zewnątrz i skierowałam się do wyjścia z terenu szkoły. Nagle zrobiło mi się słabo, a w następnej chwili zemdlałam.
Poczułam coś zimnego z tyłu głowy. Uniosłam powieki i rozglądnęłam się dookoła. Leżałam na jakiejś kanapie w nieznanym mi miejscu. Luksusowym miejscu. Pomimo zmroku i otępiałego umysłu mogłam dostrzec piękno tego miejsca. Dominowała czerń i biel, wszystko było urządzone w stylu nowoczesnym. 
-Leż spokojnie. - usłyszałam, gdy próbowałam się podnieść. Odwróciłam głowę i zobaczyłam Cartera.
-Co tutaj robisz? - spytałam głupio.
-Mieszkam? - uniósł brwi z kpiącym uśmieszkiem.
-Inaczej. Co JA tu robię?
-Leżysz. Nie widać? - a myślałam, że polubię tego gościa. Wolne żarty.
-Co się stało?
-Olśniłem cię do tego stopnia, że zemdlałaś. - teraz szczerzył się do mnie.
-Która godzina? - zamknęłam oczy i położyłam dłoń na nich. Strasznie szumiało mi w głowie.
-Jest druga w nocy, a jeśli szukałabyś telefonu, to leży na szafce. Wypadł, gdy zbierałem cię ze schodów. - zamyślił się na chwilę, a następnie spojrzał na mnie. - Jak się czujesz? Boli cię coś? Jak cię znalazłem, to byłaś strasznie blada i zimna. Wręcz lodowata, jakbyś tam leżała trzy godziny, a nie minuty.
-Jest okey. Muszę już iść. - spróbowałam się podnieść, ale zakręciło mi się w głowie i znów wylądowałam na kanapie.
-Nie ma mowy.

Skończyło się na tym, że o czwartej Carter odwiózł mnie do domu, bym mogła zabrać rzeczy i się umyć. 
Gdy dotarłam do Akademii na próbę, byłam niemal spóźniona. Jak na złość autobus nie przyjechał i musiałam biec, by się nie spóźnić. Wbiegłam do szatni i szybko się przebrałam w dres i koszulkę Liama, którą mu zabrałam w pierwszy dzień znajomości. Na auli znalazłam się wraz z wybiciem przez zegar szóstej rano. Odetchnęłam głęboko. Zdążyłam.
-Punktualna, jak zawsze. - uśmiechnęła się pani dyrektor, która mijała mnie w drzwiach.

Tańczyłam źle. Tragicznie. Nie miałam już siły, a zostało jeszcze półgodziny prób. Dzisiaj zajmowaliśmy się wspólnym układem końcowym. Następnych kilka prób miało być indywidualnych. Ja miałam mieć próby z Carterem. Nie mogę się doczekać. Trzy długie godziny w jego obecności.
-Nie było najgorzej, ale mogło być lepiej. - Choreografka siedziała na widowni z megafonem w dłoni. Jej mina wyrażała niezadowolenie. - Jutro nie ma prób, ale wszyscy bez wyjątku mają zjawić się na zajęciach w Akademii. We wtorek zaczynamy próby samodzielne. Plan rozdam jutro. Rozejść się.

-Możesz być pewna, że będziemy ćwiczyć w wolnych chwilach. - Brad uśmiechał się do mnie. Siedzieliśmy na kanapach w salonie The Vamps. Zamiast dzisiejszego treningu zamówiliśmy pizzę i graliśmy na Playstation. W końcu nie zobaczymy się przez bite osiem miesięcy.
-I pilnować Ci brata. 
-I Liama. - Connor suszył zęby. Miał ładny uśmiech... Chwila... 
-Co?!
-Jesteśmy ich supportem w trasie, więc gdzie my, tam i oni. Wiedziałaś o tym, no nie? - James uniósł brwi.
-Tak. No przecież. - wymusiłam uśmiech. Jadą w trasę i mi nie powiedzieli? Zabolało.
-Wygrałem! - krzyknął Tristan.
-Co?! Nie! Oszukiwałeś!
-Wcale, że nie! Nie chcieliście grać, a ja tak! Jesteście zazdrośni i nie umiecie przegrywać!

~Oczami Liama~

Gdy wróciliśmy do domu było po pierwszej. U dziewczyn wszystkie światła były przygaszone. Jutro zobaczę się z Luną. W ostatnim czasie w ogóle nie spędzaliśmy czasu razem. Głównie się mijaliśmy. Wraz z chłopakami przygotowywaliśmy się do trasy koncertowej, a Luna chodziła do Akademii, a później prowadziła zajęcia w Studiu. Miała dopiero 18 lat, a była bardziej samodzielna niż niektóre trzydziestolatki. Do tego wszystko osiągała sama, bez niczyjej pomocy. Zwołuje świat. 
Wszedłem do swojego pokoju, rzuciłem torbę pod ścianę, a sam padłem jak długi na łóżko. Byłem wykończony.
-Au... - usłyszałem stęknięcie i znów byłem na nogach. Jakaś psychofanka znów włamała się do willi? Wyjąłem telefon, by zadzwonić na policję i wtedy zobaczyłem rude włosy. Luna. Odetchnąłem z ulgą.
-Hej - wymruczała sennie i przeciągnęła się jak kotka. - Czekałam na Ciebie.
-Słodko - uśmiechnąłem się do niej. Zdjąłem koszulkę i spodnie, po czym wpełzłem do łóżka. Przytuliłem ja do siebie i pocałowałem w ramię. - Pogadamy rano.

Siedziałem przy stole i przeglądałem jakąś gazetę. Było po ósmej rano, a Luna wciąż nie wstała. O dziewiątej musiałem wyjść na próbę i chciałem wcześniej porozmawiać z dziewczyną. Pozostali nadal odsypiali wczorajsze nagrania. Nagrywaliśmy nową płytę i musieliśmy się wyrobić przed wyjazdem w trasę, która rozpoczynała się jutro. Dzisiaj miałem kilka solówek do nagrania, a później musiałem się spakować. Będę cholernie tęsknić za Luną. Osiem miesięcy bez niej. Ale za dwa tygodnie 2 dni wolnego i powrót do Londynu.
Usłyszałem kroki na schodach, obejrzałem się i zamarłem. To nie była Luna, tylko jej duch. Miała ciemne cienie pod oczami i wyglądało na to, że schudła. Z kości na ości.
-Dobrze się czujesz?
-Dlaczego mi nie powiedzieliście o trasie? - tego się nie spodziewałem. Przecież cały Londyn był w billboardach, nie dało się ich nie zauważyć.
-Myślałem, że wiesz. Zayn...
-Nic mi nie powiedział. Wiesz, jak czułam się głupio, gdy dowiedziałam się od chłopaków z Vamps? Na dwa dni przed wyjazdem? - zrobiło mi się wstyd. Powinienem był ją złapać wcześniej i z nią pogadać.
-Przepraszam. - nie była zła, wyglądała raczej na zmęczoną i zranioną. Cholera. -Chodź tutaj.
Nie wiem, ile tak staliśmy wtuleni w siebie, ale wiedziałem, że ją kocham i będę za nią tęsknić.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ktoś to jeszcze czyta? Jeśli tak to gratuluję i kocham <3 Więc jeśli jeszcze tu jesteś, to zapraszam na wattpad, bo tam opowiadanie jest publikowane na bieżąco :P ten rozdział pokrywa się tam z rozdziałem 40.
Dziękuję za wytrwałość
Luna :D

wtorek, 23 czerwca 2015

Rozdział 37

Rozdział 37

~Listopad~

Dni mijały jak z bicza strzelił. Ani się obejrzałam rozpoczęłam studia i wkroczyłam w prawdziwą dorosłość. Nie miałam czasu na nic. Biegałam od szkoły do studia, do willi The Vamps, a potem wracałam do domu, by się położyć i przebrać. One Direction pracowało nad filmem i widywaliśmy się tylko chwilami. Oni wracali do swojej willi, a ja mijałam ich w progu. Byłam dwa razy u lekarza i dowiedziałam, że wszystko jest w porządku. Po tamtej wizycie, która była miesiąc temu, nie miałam okazji, by pójść kolejny raz na kontrolę.
Od czasu od czasu kontaktowała się ze mną Karin i opowiadała mi o swoich podbojach. Gdyby nie studia, dołączyłabym do niej. Zwiedzała świat i czekała na wyniki konkursu tanecznego. Czasami miałyśmy identyczne myśli i mówiłyśmy równocześnie. Jak siostry.

-Hej siostra! Idziesz z nami na obiad? - minęłam na ulicy piątkę chłopaków i moje współlokatorki, które miały wolne. Szczęściary.
-Nie mogę. Wpadłam tylko po dokumenty, które są mi potrzebne na przesłuchania. - uśmiechnęłam się smutno. Ostatni raz jedliśmy razem obiad, gdy odwiedziła nas ciocia 3 tygodnie temu.
-Nie przemęczasz się za bardzo? - wychylił się Niall za Harry'ego, który go zasłaniał.
-Ona już taka jest. Non-stop w biegu. - Alison pokręciła z politowaniem głową.
-Jest okey. Wyniki są w porządku. - pomachałam się do nich i ruszyłam do budynku, który mogłam nazwać obecnie hotelem. 

-Te eliminacje są dla najlepszych uczniów naszej szkoły. Od wielu lat nie gościliśmy tutaj pierwszoroczniaka. - Pani dyrektor obdarzyła mnie tajemniczym uśmiechem. - Wyłonimy chłopaka i dziewczynę, którzy będą grali główne role, a reszta dostanie drugi plan. Najlepsi zwyciężą. 
-To zaczynajmy. - odpowiedział profesor Johnson, mój ulubiony nauczyciel w Akademii. Wymagający, wyśmiewny, ale potrafił czegoś nauczyć. Miał mniej więcej 35 lat i wyglądał zabójczo.
Tańczyłam najlepiej jak potrafiłam, ale z każdym ruchem czułam, że energia mnie opuszcza. Gdy skończyłam, chwiałam się na nogach i omal nie przewróciłam.
-Luna było dobrze, ale potrafisz lepiej. - powiedział nauczyciel ze zmarszczonymi brwiami. Ja tylko pokiwałam głową i niepewnym krokiem skierowałam się do zejścia ze sceny. Gdy dotarłam do schodów, potknęłam się i zaczęłam spadać. Przygotowałam się na bolesne spotkanie z podłogą, ale uchroniły mnie przed tym czyjeś ramiona. Podniosłam oczy i zamarłam.
-To Ty. - wyszeptałam. Przede mną stał chłopak, który w LA działał mi na nerwy. Miał talent, nie mogłam zaprzeczyć, ale charakter paskudny.
-O cóż za spotkanie. Wiedziałem, że na mnie lecisz już w Stanach, ale nie myślałem, że cię jeszcze zobaczę. - przyciągnął mnie do siebie bliżej, a ja zdałam sobie sprawę, że cały czas trzymam ręce na jego plecach. Szybko je zabrałam i odsunęłam od chłopaka. Przystojnego chłopaka. Jego piwne tęczówki obserwowały każdy mój ruch. Brązowe włosy były uniesione do góry, tworząc artystyczny nieład. Wąskie wargi otaczał starannie przystrzyżony zarost. A jego ciało... wow, dbał o siebie.
-Carter James, trzeci rok. - usłyszeliśmy, a on się spiął.

-Główne role dostają Jane Sasin i Robert Auston. Gratulacje! - biłam brawo razem ze wszystkimi i uśmiechałam się. Mam jeszcze cztery lata, żeby startować. - Resztę ról rozdamy za chwilę. A teraz niespodzianka. Przedstawienie odbędzie się 22 listopada, za dwa tygodnie. Uważamy was za najlepszych studentów, więc musicie dać z siebie wszystko. - Pani dyrektor zeszła z podwyższenia i zaczęła rozdawać scenariusze.
-Zagrasz siostrę głównego bohatera Amirę, która jest niemal idealna i zakochuje się w bracie głównej bohaterki, który jest złem wcielonym. - kobieta zwróciła się do mnie. - Te role są jednymi z ważniejszych.
-A kto będzie grał tego brata? - zapytałam z ciekawością.
-Carter. Wychodził po tobie na scenę. - Zapowiada się ciekawa współpraca.

~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~
Poznajcie moje dobre serce xD
Dziewczynom, które skomentowały, dziękuję i proszę o kontakt na priv, mam dla nich małe info (prezent) :D
5 komentarzy = nowy rozdział
Pozdrawiam 
Luna :D

czwartek, 2 kwietnia 2015

Rozdział 36

Rozdział 36

~Oczami Luny~

Wróciłam do kuchni i usiadłam przy wyspie. Ułożyłam głowę na rękach i zamknęłam oczy. Co ja zrobiłam? Całowałam się z Liamem i tego nie pamiętam. Przespałam się z przyjacielem mojego brata i tego nie pamiętam. Straciłam dziewictwo i tego nie pamiętam. Miałam wrażenie, jakbym zapomniała połowę swojego życia. Przynajmniej się zabezpieczyliśmy. 

Leżałam na blacie i wystukiwałam rytm piosenki, nad którą aktualnie pracowałam.
-You make me glow... - zanuciłam cicho i uśmiechnęłam się smutno.
-Ładnie śpiewasz. - usłyszałam Nialla. Uniosłam głowę i ponownie ją opuściłam.
-Taa... Dzięki. - mruknęłam.
-O co chodziło z tym na plaży? - nie odzywałam się, mając nadzieję, że odpuści i sobie pójdzie. - To nie była Danielle. To byłaś Ty. - powiedział cicho, a moje serce przyspieszyło swój rytm.
-O czym mówisz?
-Nie udawaj głupiej. Wiem, że Liam spał z Tobą, a nie tamtą wywłoką. - zamyślił się na chwilę. - Czyli był Twoim pierwszym?! - jego oczy rozbłysły.
-No w sumie tak. - mruknęłam, robiąc się cała czerwona.
-O rany! O rany! Od początku wiedziałem, że coś między wami będzie! Miałem cichą nadzieję, że zajmiesz miejsce wybranki Mode... - zasłonił ręką usta, zdając sobie sprawę, że powiedział za dużo.
-Wybranki Modestu? O co w ogóle chodzi z Modestem?
-Ja tobie tego nie powiedziałem, czaisz? - nadstawiłam uszy, szykując się na jakieś sensacyjne wiadomości. - Modest pomiata nami jak tylko zechce. Ma nad nami władzę, o jakiej fanom się nie śniło. Możliwe, że ściągnie nas do Londynu za kilka dni, bo dostaliśmy propozycję nakręcania filmu. Zayn nieźle się naszarpał, żeby mógł być z Alison, ale przy okazji wkurzył Modest na maxa. Kolejnemu może się nie udać. - mruknął smutny.
Siedziałam z otwartymi ustami i patrzyłam na Nialla zaszokowana. Tego się nie spodziewałam.
-O czym gawędzicie? - zapytał Zayn, wkraczając do kuchni. Podszedł do mnie i cmoknął głośno w policzek.
-O Modeście. - mruknęłam. - Miałeś zamiar mi powiedzieć?
-Nie ma o czym. - wzruszył ramionami. - Nie mają nade mną władzy. - uśmiechnął się zadziornie, a Niall zaśmiał się cicho. - Ale dziewczynom ani słowa. Szkoda je martwić.
-Nie ma problemu.

-Cokolwiek zrobiłem, przepraszam. - wyszeptał Liam do mojego ucha, gdy siedziałam samotnie nad basenem. Zmierzchało i oglądałam zachód słońca, mocząc stopy w basenie.
Odwróciłam się do niego i uśmiechnęłam, wcale nie byłam lepsza, zachowywałam się jak obrażone dziecko.
-Zapomnijmy. Wszystko jest okey. - uśmiechnęłam się szeroko, puszczając w niepamięć dzisiejszy poranek.
Chłopak podwinął nogawki spodni i usiadł obok mnie. Oparłam głowę o jego ramię i razem oglądaliśmy, jak słońce znika za horyzontem.
-Dziękuję, że jesteś. - chciałam pocałować go w policzek, ale obrócił głowę i nasze usta się zetknęły. Zaczęliśmy pogłębiać pocałunek. Oderwaliśmy się od siebie, gdy zabrakło nam powietrza i uśmiechnęliśmy się do siebie. W tamtym momencie dobiegły nas radosne okrzyki i oklaski. Odwróciliśmy się za siebie i zobaczyliśmy naszych przyjaciół szczerzących się w naszym kierunku.

-Wstawaj księżniczko... - usłyszałam szept Liama. Mruknęłam i przewróciłam się na drugi bok. - Za trzy godziny mamy samolot, chcemy się pożegnać.
Zgodnie z przewidywaniami Nialla, zespół musiał wyjechać tydzień wcześniej i wrócić do Londynu. Alison, Vivien, Eleanor i wkurzona Danielle zdecydowały się jechać z nimi. Ja wiedziałam, że ten pozostały tydzień będzie jedynym wolnym czasem do Świąt, więc postanowiłam zostać i nacieszyć się słońcem w LA z Kai'em, Michaelem, Johnem i Alexem. Na początku chłopcy kręcili nosem, ale później przyznali mi rację. Tylko najpierw musiałam uspokoić, zazdrosnego o Alexa, Liama.
-Już wstaję. - wyczołgałam się z łóżka i podeszłam do komody, skąd wyjęłam dresy. Spałam w bieliźnie i koszulce Payne'a, którą postanowiłam zatrzymać. Wciągnęłam dresy i przeciągnęłam się. - Możemy iść. - pocałowałam go krótko w usta.

Tańczyliśmy w piątkę w klubie i po chwili dołączyli do nas kolejni uliczni tancerze. Po jakimś czasie z zwykłego tańca zrobił się konkurs popisów. Ludzie otoczyli nas kołem, a każdy z nas prezentował jakąś widowiskową figurę. Zdziwił mnie chłopak, który połączył breakdance z baletem. W tamtym momencie podziwiałam go, by w następnej sekundzie znienawidzić. Stanął naprzeciw mnie i popchnął w ramach tańca, by później umyślnie podciąć mi nogi. W samą porę uchwycił mnie Alex, inaczej byłabym na podłodze.
-Dupek. Mam nadzieję, że więcej go nie zobaczę. - mamrotałam pod nosem, gdy wychodziliśmy z klubu. Przez resztę wieczoru działał mi na nerwy.

-Jestem Luna! - przekrzyczałam muzykę. Z chłopakami codziennie chodziliśmy na dyskoteki lub do wesołego miasteczka albo kina. Tego dnia wybraliśmy się na imprezę na plaży. Spotkałam dziewczynę, która wyglądała bardzo podobnie do mnie, jakbyśmy były siostrami.
-Karin, dla przyjaciół Jane Daos. - uśmiechnęła się.

~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~
Hejo! Co tam? Sorki, że tak późno :) Rozdział pisany na szybko :P I podkręcone tępo akcji xD Jak Wam się podoba?
Obwieszczenie: Jeśli nie będzie tu 5 komentarzy od różnych osób, to nie dodam następnego rozdziału. Wiem, że dla was to nie problem, bo jest tu was dużo więcej.
Przepraszam, że stawiam ultimatum, ale chciałabym zobaczyć też wasz wkład w bloga :D
Ps. Moim zdaniem Zayn zachował się jak dupek. Mówi, że nie chce być sławny i chce być normalnym dwudziestodwuletnim chłopakiem, a niecały tydzień później udostępnia swoje solowe piosenki. #Bulwers_na_Zayna
Wesołych Świąt i mokrego Dyngusa (może być od śniegu) !!!
Pozdrawiam
Luna :D

wtorek, 3 marca 2015

Rozdział 35

Rozdział 35

~Oczami Liama~

Przewróciłem się na drugi bok i zmrużyłem oczy. Chciałem się przeciągnąć, ale coś blokowało mi ruchy. Niechętnie uniosłem powieki i niemal dostałem zawału. Obok mnie leżała naga Danielle i przypatrywała mi się swoimi zgniło-zielonymi tęczówkami.
Wyskoczyłem z łóżka jak poparzony. Rozejrzałem się po pokoju. Wszędzie były nasze ubrania, a obok posłania leżała zużyta prezerwatywa. Przynajmniej się zabezpieczyliśmy.
-Kochanie, wszystko okey? - dziewczyna także wstała i wtuliła się w moje ciało, a ja się wzdrygnąłem i odsunąłem od niej. To nie była Luna.
Zacząłem zbierać moje ubrania i włożyłem bokserki, ignorując Dan. Podnosiłem kondoma i zauważyłem, że był pęknięty.
-Jestem na tabletkach, spokojnie. - podeszła do mnie i położyła rękę na ramieniu.
-To co wczoraj się wydarzyło, było błędem. Ja zakochałem się w kimś innym. Zapomnijmy o wczorajszej nocy. - powiedziałem cicho i odwróciłem się w jej stronę.
Oczy miała zmrużone i pełne nienawiści. Wyglądała, jakby zjadła coś nieświeżego. Płonęła z wściekłości. Podniosła rękę i uderzyła mnie w twarz. Okey, zasłużyłem. Byłem dupkiem. Pozbierała swoje ubrania i z uniesioną głową, wymaszerowała z pokoju.

Wszedłem do kuchni, gdzie byli już prawie wszyscy. Brakowało tylko Luny, Danielle i Zayna. Reszta śmiała się w najlepsze i opowiadała śmieszne historyjki z akademików czy klubów. Na stole były przygotowane kanapki, które znikały w zastraszającym tempie.
Usiadłem obok Niall i wziąłem butelkę wody. Miałem lekkiego kaca. Wczoraj musiałem dużo wypić, skoro nic nie pamiętam od ogniska. Chwilę za mną do pokoju wczołgał się Malik. Zagarnął tabletki przeciwbólowe i zaczął łapczywie pić. Alison uśmiechnęła się i pokręciła głową z rozbawieniem.
-Raczyłeś wstać, księżniczko? - zaśmiał się Louis, ale zaraz dostał po głowie od Vivien. Ta dwójka ma się ku sobie.
-Taa... geny. Gdzie Luna? - rozejrzał się po pomieszczeniu. - I Danielle?
-Danielle gdzieś wyszła. Wydawała się być wkurzona na maxa. - powiedział John. - Dawno jej takiej nie widziałem. Ostatnio, jak Alex ją spławił. - roześmiał się głośno. -A Ruda siedzi na plaży.

Zeszliśmy z chłopakami na plażę i zacząłem się rozglądać za Carmarą. Dostrzegłem ją na kocu z gitarą na kolanach. Pod nogami miała rozłożone nuty i ołówek. Zanim zdążyłem ruszyć w jej kierunku, obok niej pojawił się Niall i zaczął przeglądać kartki.
-Po to była ci gitara? - uśmiechnął się szeroko, czytając teksty.
-Mogę zobaczyć? - zapytałem z nieśmiałym uśmiechem. Dziewczyna spięła się, ale skinęła głową. Wziąłem od blondyna jedną kartkę.


'Never put my love out on the line 
Never said yes to the right guy 
Never had trouble getting what I want 
But when it comes to you I'm never good enough'*


Przyglądałem się jej i zastanawiałem, czego ta dziewczyna nie potrafi. Była idealna.
-Zaśpiewasz nam?
-Nie dzisiaj, jeszcze nie skończyłam. - uśmiechnęła smutno.
-Coś się stało? - zapytał Niall i usiadł naprzeciwko niej.
-Brzuch i głowa mnie troszkę boli po wczorajszym.
-Przecież nie piłaś wczoraj. I nie masz czego żałować. - dodałem ciszej. Popatrzyli na mnie z zainteresowaniem, a Luna z nutą niepokoju w oczach.
-Przespałem się wczoraj z Danielle...
-A mi się wydawało, że widziałem, jak rano wychodziła od ciebie...- nie dokończył, ponieważ Luna uderzyła go łokciem w brzuch. -... Danielle.
Coś mi nie pasowało w ich zachowaniu. Ukrywali coś. Ruda odetchnęła z ulgą i uśmiechnęła się sztucznie.
-Jeśli nie macie nic przeciwko, wrócę do domu i coś zjem. Jestem głodna. A jeśli ma wybierać pomiędzy wyznaniami łóżkowymi Liama, a jedzeniem, to sorki Liam. Przegrywasz.

~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~
*Demi Lovato - Heart Attack

Krótko i z błędami, ale jest. Nawiązując do komentarzy: Rozdziały będą pojawiać się na początku miesiąca, bądź wcześniej zależy od ilości komentarzy. Dziękuję za wasze opinie i czekam na następne.
Do napisania!
Pozdrawiam
Luna :D

piątek, 6 lutego 2015

Rozdział 34

Rozdział 34

~Oczami Liama~

-O której ten koleś ma się tu zjawić? Jestem głodny - zajęczał Niall siedzący na ławce naprzeciw mnie.
-Za chwilę powinien tu być. - powiedział Zayn.
Byliśmy w małym parku, gdzie było mniej ludzi. Alison przytulała się do Zayna, a Vivien do Louisa. Kai, John i Michael stali w kółeczku nieopodal nas. Pilnowali, by jakieś psychofanka nas nie zobaczyła. Kochamy swoich fanów i wiele im zawdzięczamy, ale czasami są naprawdę uciążliwi. Alex gadał z Harry i Eleanor. Danielle siedziała obok mnie i niby przypadkowo wielokrotnie dotykała. Wiedziałem, że robiła to umyślnie, żeby wkurzyć Lunę i nas skłócić. Wolne żarty.
Ruda siedziała obok Nialla i wbijała wzrok w dłonie, całkowicie nas ignorując. Nie zwracała uwagi ani na rozmowy, ani na przechodniów. Coś ją gnębiło. Już miałem zapytać, czy wszystko u niej w porządku, gdy zerwała się z miejsca. Zaczęła chodzić niespokojnie w kółko z pustym wzrokiem skierowanym w przestrzeń. Wszyscy przyglądaliśmy się jej w ciszy.
-Wszystko okey?
-Tak. - westchnęła. - Przypomniałam sobie o wizycie kontrolnej w szpitalu. - skłamała, co wyczułem podświadomie.
-A tak naprawdę? 
Już otwierała usta z zamiarem wypowiedzenia kolejnych kłamstw, ale przeszkodziło jej w tym pojawienie się jakiegoś mężczyzny, który dziwnie się patrzył na Zayna.
-Nazywam się Morgan Spurlock. To ja znalazłem telefon pod szpitalem. - Powiedział facet w średnim wieku i popatrzył z ciekawością na resztę naszego zespołu.
-Zayn Malik. Brat właścicielki zguby. - uścisnął dłoń mężczyźnie.
-Z One Direction, prawda? - facet uśmiechnął się tajemniczo.
-Tak, chce pan autograf dla córki? - zapytał Harry z kpiącym uśmiechem.
-Nie jest mi potrzebny. Ona woli The Vamps. - uśmiechnął się ironicznie do Harry'ego, a ten się skrzywił. - Chcesz odzyskać telefon? - zwrócił się do Zayna, a Ruda pokiwała entuzjastycznie głową, po wcześniejszym zamyśleniu nie było śladu. 
Gdy Luna miała w dłoni swój telefon, Morgan przywołał naszą piątkę do siebie.
-Mam dla was propozycję nie do odrzucenia.

~Oczami Luny~
Zostawiłam wszystkich w parku, mówiąc Aleksowi, że muszę coś szybko załatwić. Chłopak chciał iść ze mną, lecz nie pozwoliłam mu na to.
Musiałam przemyśleć, co robić dalej. Nie zostałam zgwałcona, tego byłam pewna. Lecz nasuwało się kolejne pytanie, kto był ze mną w barze i podał mi narkotyki? Mogły być groźne przy lekach, które zażywałam regularnie. Skierowałam się w stronę postoju taksówek i pojechałam do szpitala, w którym pracowała lekarka, która opiekowała się mną w Australii. Napisałam bratu, by się nie martwił i że spotkamy się za jakieś półtorej godziny.
Siedziałam w poczekalni i czekałam na wyniki. Gdyby nie moja historia choroby i znajomości z lekarzami, siedziałabym tu co najmniej cztery godziny. Po 50 min z gabinetu wychyliła się znajoma twarz kobiety i zaprosiła mnie do środka.
Gdy wyszłam z gabinetu, moje ręce drżały. Chłopcy mieli rację. To nie była pigułka gwałtu. Tylko coś znacznie gorszego. Środki psychoaktywne, które wywoływały halucynacje i stany lękowe. Bez tego miałam pod górę. Na szczęście leki, które dostałam w szpitalu, zmniejszyły zakres działania narkotyku. Po prostu używka tak jakby restartowała mój mózg. Czyli odblokowała wspomnienia, których nie chciałam pamiętać.

Znalazłam resztę naszej grupki w centrum, przy Alei Gwiazd. Brakowało tylko zespołu brata. Zakradłam się do Michaela, wskoczyłam mu na plecy i zakryłam oczy.
-Gdzie byłaś? - zapytał Alex, uśmiechając się lekko.
-A czy to ważne? Ważne, że jestem tutaj teraz. - wyszczerzyłam się - A gdzie nasz ukochany zespół?
-Poszli na spotkanie z Morganem. Okazało się, że to producent filmowy. - uśmiechnęła się Alison.
-Więc John... Prowadź po najlepszych miejscach w LA!

Wieczorem, gdy wrócili chłopcy w świetnych humorach, rozpaliliśmy ognisko. Piekliśmy pianki w ogniu i śpiewaliśmy. Wszyscy oprócz mnie pili wino lub piwo. Ja popijałam sok winogronowy, gdyż moje leki nie współgrały z alkoholem.
Przyjaciele przerzucili się na wódkę i po jakiejś godzinie zaczęli tańczyć dookoła ogniska. W pewnej chwili porwał mnie z miejsca Niall i zaczął kręcić dookoła. On i Liam chyba byli najbardziej pijani. 
Naszym śmiechom nie było końca. Czułam się, jakbym wypiła dwie butelki wina w pojedynkę. Coś musiało być w tym soku. Jak szybko pojawiła się ta myśl, w równym tempie zniknęła.
Tańczyłam w kółku z dziewczynami, gdy poczułam dłonie na biodrach. Odwróciłam się z uśmiechem i popatrzyłam Liamowi prosto w oczy, po czym zachłannie wpiłam się w jego usta.

Rano obudziło mnie łomotanie w głowie. Chciałam przewrócić się na drugi bok, lecz coś utrudniało poruszenie się. Odwróciłam głowę w tamtą stronę i doznałam szoku. Obok mnie leżał nagi Liam Payne. Spojrzałam pod prześcieradło, którym byłam okryta. Też byłam naga. I w dodatku po wewnętrznej stronie uda miałam zaschniętą krew.

~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~
Przepraszam, że tak długo mnie nie było :(
Rozdział... szok! Sama nie wiedziałam, że to tak szybko się zdarzy. Co myślicie? Proszę o opinie w komentarzach :D
Jeśli będzie dużo komentarzy (więcej niż 5), rozdział pojawi się w okresie dwóch tygodni :P
Pozdrawiam
Luna :D

wtorek, 30 grudnia 2014

Rozdział 33

Rozdział 33

Otworzyłam oczy, lecz zaraz je zamknęłam. Światło raziło, a głowa pulsowała niemiłosiernie. Przesunęłam się na łóżku i poczułam, że coś ociera się o moje nagie stopy. Gwałtownie podniosłam się do postawy siedzącej, ale zakręciło mi się w głowie i ponownie opadłam na poduszki. Odczekałam chwilę, po czym spróbowałam znowu.
Usłyszałam miauknięcie i zobaczyłam Grey, która wychylała łepek spod kołdry.
-A co ty tu robisz? Miałaś być w Londynie z Bradem. - pogłaskałam kotkę, która zamruczała i zaczęła delikatnie przygryzać moje palce.
Po chwili delikatnie wysunęłam się z łóżka i wstałam. Świat zawirował, a ja poczułam, jak żołądek robi fikołki. Szybko pognałam do łazienki i pochyliłam się nad sedesem, by zwrócić całą jego zawartość.
Opierałam się o chłodne kafelki, a Grey parzyła na mnie błagalnie. Wstałam i znów poczułam skurcze żołądka. W miarę szybko poszłam do drzwi prowadzących na korytarz. Otworzyłam je i gdy zwierzę znalazło się za progiem, zamknęłam ponownie.
Wróciłam do łazienki i spojrzałam w lustro. Byłam we wczorajszych ubraniach i miałam rozmazany tusz pod oczami. Moja twarz była blada i cała prezentowałam się jak siedem nieszczęść.
Próbowałam przypomnieć sobie wydarzenia poprzedniej nocy, lecz wspomnienia urywały się wraz z wejściem do klubu. Szłam za kimś. Czyjaś ręka spoczywała na moim ramieniu. Wytężyłam umysł, ale nie potrafiłam sobie przypomnieć niczego oprócz dziwnego różowego napoju. Znów wstrząsnęły mną torsje, chociaż żołądek był pusty.
Postanowiłam się wykąpać. Mała wanna stała w rogu pomieszczenia. Napuściłam gorącej wody i nalałam odrobinę ulubionego płynu do kąpieli. Wróciłam do sypialni i wyjęłam czyste ubrania.
Gdy wycierałam się ręcznikiem, dokładnie oglądałam swoje ciało. Miejscami było czerwone od słońca. Na ramieniu miałam siniaka. Pewnie ktoś ścisnął moją rękę. Przejechałam dłonią po małej bliźnie po operacji, która była niemal niewidoczna. Na brzuchu wykwitła duża brązowa plama. Ktoś mnie uderzył. Jak ojciec. Zrobiło mi się niedobrze. Poczułam się jakbym cofnęła się w czasie i znów stała w małej łazience w piwnicy domu rodziców.
Przełknęłam ślinę i pokręciłam, by rozproszyć nieprzyjemne myśli. Gdy obejrzałam się cała, okazało się, że mam siniaki na wewnętrznych stronach ud. Wtedy nie zdołałam powstrzymać wymiotów.
-Luna? Jesteś tam? - usłyszałam Liama zza drzwi. Opierałam się o łóżko i przyglądałam swoim dłoniom. Głowa bolała mnie bardziej niż kiedykolwiek.
-Tak - wychrypiałam i sama przestraszyłam się swojego głosu.
-Mogę wejść? - przytaknęłam cicho. - Mam śniadanie. Wpuścisz mnie?
-Tak.
Wszedł do środka. Położył tackę z jedzeniem na komodzie, po czym rozejrzał się dookoła. Gdy mnie dostrzegł, popatrzył na rurki, które zakrywały siniaki na udach, i na bluzkę 3/4, która maskowała plamy na brzuchu i ramionach.
-Nie jest ci ciepło? - pokręciłam głową - Jesteś głodna?
-Nie. - wychrypiałam.
-Boli cię brzuch? - otworzyłam szeroko oczy i popatrzyłam na niego zdziwiona. - Piecze cię skóra? Wczoraj nieźle się spaliłaś.
-A to. Nie boli. - mruknęłam.
-Mogę obejrzeć?
-Nie! - wyrwałam się gwałtownie. Skuliłam się w sobie. Nie chciałam, żeby ktokolwiek mnie dotykał w tamtej chwili. Liam spojrzał na mnie zaniepokojonym wzrokiem.
-Co się wczoraj wydarzyło?
-Nie pamiętam. Ostatnie, co sobie przypominam to czyjaś ręka na moim ramieniu i później pustka. - popatrzyłam na niego błagalnie, mając nadzieję, że on coś wie.
-Ponoć się biłaś i ktoś wsypał ci coś do napoju. Podejrzewamy, że pigułkę gwałtu.
-Ale nic się nie... - głos mi się łamał, a serce biło, jakby miało mi wyskoczyć z piersi.
-Nie. Nie wiemy co się stało, ale prawdopodobnie TO się nie wydarzyło. - wzdrygnął się. - Nic się nie stało. - zaczęłam się trząść.
Chłopak usiadł obok mnie, a ja wtuliłam się w niego. Pomimo, że nie chciałam, by ktoś mnie dotykał, potrzebowałam ciepła, a Payne mi go zaoferował.
Siedzieliśmy w ciszy i wpatrywaliśmy się w ścianę. Nagle zaburczało mi w brzuchu.
-Śniadanie! Pewnie już wystygło! - zerwał się z podłogi, wypuszczając mnie z objęć.
Może być. - uśmiechnęłam się do niego. Odstraszył moje demony. - Zjesz ze mną?

~Oczami Harry'ego~


-Kiedy mamy to spotkanie z gościem, który znalazł telefon Luny? - zapytałem.

-Cholera. - Zayn wyjął swoją komórkę i wyszedł z salonu.
-Jak tam Vivien? - zagadałem do Alison, która siedziała naprzeciwko.
-Czuję się lepiej. - Viv pojawiła się w progu, oparta o Louisa. Tommo nie opuszczał jej ani na krok od wczorajszego wieczoru. - Co z Luną? Znaleźliście ją?
-Tak. Liam do niej poszedł. Jeszcze nie wrócił. - Alison zmarszczyła brwi. - Pójdę do niej i sprawdzę, co oni robią tak długo.
-To przecież oczywiste. -wzruszyłem ramionami. - Ciągnie ich do siebie. Nie zdziwię się, jeśli po tym wyjeździe będą razem. Ale nie chciałbym być w skórze Liama, gdy powie Paulowi.
Dziewczyny posłały mi zdziwione spojrzenia, a ja tylko pokręciłem głową. Nie musiały wiedzieć, jak bardzo naciskał na nas manager.
-Idziemy zwiedzać miasto, a o 5 popołudniu mamy odebrać telefon Luny. - wrócił Zayn i przerwał krępującą ciszę. - Luna już zeszła?
-Miałam właśnie do niej pójść. - Alison spojrzała na Zayna z światełkiem w oczach. Miałem nadzieję, że też kiedyś kogoś takiego poznam. Dziewczynę, która pokocha mnie, a nie członka słynnego boysbandu.
Do pomieszczenia wbiegli Kai, John i Niall, śmiejąc się radośnie. Pomimo,że wyjazd nie rozpoczął się najlepiej, dostrzegł szansę na najlepsze wakacje w życiu.
Za nimi weszli pozostali. Rozsiedli się na kanapach, a ja przyjrzałem się podejrzliwie Danielle.
-Gdzie Liam? - zapytała słodkim głosem.
-Z Luną. - obserwowałem, jak jej rysy wykrzywia grymas wściekłości. Po sekundzie jej twarz wróciła do obojętnego wyrazu. Spojrzałem na pozostałych, lecz nikt nie zwracał na nią uwagi. Ta dziewczyna była dziwna. I przerażająca.
-Idę do kuchni. Jestem głodny. - Niall wstał z miejsca obok i popatrzył na resztę. - Ktoś coś chce?
-Idę z tobą. - usłyszeliśmy zachrypnięty głoś Rudej, która weszła do salonu, opierając się o Payne'a.
-Dobrze się czujesz? - Malik patrzył na nią z zatroskaniem. Zanim pojawiła się Luna, nie widziałem go czymś tak bardzo przejętym. Zayn był dobrym bratem.
-Lepiej niż rano, ale potrzebuję soku pomarańczowego i tabletek przeciwbólowych. - uśmiechnęła się słabo. Była blada i miałem wrażenie, jakby tylko Liam powstrzymywał ją od upadku.
Alex wskazał jej ręką fotel, na którym siedział i ruszył do kuchni po sok i paracetamol.
-Pamiętasz coś z wczoraj? - zapytała niepewnie Alison. Zauważyłem kątem oka, że Danielle się spięła.
-Mało co. Ale nic mi się nie stało. Chyba. - dodała ciszej.
-Co Cię boli? - zapytał Alex, która właśnie przed nią ukucnął i podał jej szklankę i tabletki.
-Głowa i brzuch. Trochę nogi.
-Gdzie dokładnie? Masz skurcze? - zapytał profesjonalnym tonem. Nadaje się skurczybyk na lekarza. I będzie cholernie dobry.
-Nic mi nie jest. Po prostu coś mi zaszkodziło. - westchnęła - A co się właściwie działo? - jej ciało było spięte i oddychała nierówno.
-Gdy fani nas otoczyli, ktoś zaatakował mnie nożem. - wymamrotała blondynka i spojrzała na Lunę - Ale nic poważnego się nie stało. Po prostu mam niewielkie rozcięcie na brzuchu.
-Ale kto..?
-Nie wiemy. - odpowiedziałem - Poza tym byliśmy rozkojarzeni,bo...
-Bo każdy był zajęty rozglądaniem się za tobą. - wysyczała jadowicie Danielle. Posłała jej nienawistne spojrzenie, jakby Rudy zamordowała jej matkę.
Niemal słyszałem trybiki w głowie Luny. Nagle jej oczy zrobiły się smutne, a ona skuliła się w sobie.
-To nie twoja wina. - powiedziałem do niej, a ona spojrzała na mnie z roztargnieniem i zdziwieniem. Znałem się na ludziach. Lepiej, niż każdy mógłby przypuszczać.
Przez chwilę trwała cisza, którą przerwało głośnie wymaszerowanie Dan z pokoju. Można było zauważyć ulgę na większości twarzach.
-Opowiadając dalej, chłopcy cię szukali. W międzyczasie zniknęła Dan, a my wróciliśmy do domu z Viv. Około 2 wróciła Danielle, a o 3 przynieśli cię Kai i Michael. - zakończył Liam bez tchu - Nic więcej nie wiemy.
-Okey. - Ruda uśmiechnęła się nieśmiało. Podziwiałem tą dziewczynę. Pomimo, że los ciągle rzucał jej kłody pod nogi, ona się nie poddawała i była radosna. - Co robimy dzisiaj?
~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~
Długo nie było rozdziału. Do tego ten jest nudny i do niczego. W następnych pojawi się więcej akcji. Dziękuję za obecność tym, którzy zostali :*
Szczęśliwego Nowego Roku! Spełnienia Marzeń! I wytrwania w postanowieniach :D
Pozdrawiam
Luna :D

środa, 26 listopada 2014

Rozdział 32

Rozdział 32

-Gotowa? - zapytał Liam i uścisnął moją rękę.
-Jak nigdy w życiu. - wyszczerzyłam zęby w szerokim uśmiechu.
Po sekundzie kolejka górska ruszyła, a moje serce biło jak szalone.
Powodem mogła być pędząca kolejna, lecz naprawdę pobudzała je bliskość czekoladowookiego chłopaka.
Wagoniki szybko sunęły po torach, a my śmialiśmy się radośnie. Siedziałam z Paynem w pierwszym wagonie, a za nami rozsiedli się pozostali oprócz Eleanor, Kai'a, Johna i Danielle. Kolejka mknęła po torach, robiąc pętle, to zwalniając, to przyspieszając. Wagoniki zatrzymały się, a ja spojrzałam zauważyłam zielonego Harry'ego. 
-Dobrze się czujesz? - zapytał Louis siedzący obok.
Chłopak skinął głową i szybko wyskoczył na ziemię. Nie czekaliśmy na specjalne zaproszenie i poszliśmy w ślady Stylesa.
Podeszliśmy do stoiska z popcornem, gdy nagle zgasły i wszędzie wokół zapanowało poruszenie. Ludzie wyjmowali telefony i oświecali swoje otoczenie. Nikt nie wiedział, co się dzieje.
Nagle na głównym placu rozbłysły lampy, ukazując rudowłosą postać w masce. Dziewczyna miała czarny opinający top i czarne dresy. Po chwili dołączył do niej ubrany podobnie chłopak z zasłoniętą twarzą i rozbrzmiała muzyka. Popatrzyli na siebie, wzruszyli ramionami i padli na kolana. Wokół nich zgromadzili się ludzie w czarnych kombinezonach i maskach.
Podświadomie zaczęłam przeciskać się przez tłum, by podejść bliżej tancerzy. Pojedyncze osoby mamrotały coś pod nosem, ale nie zwracali na mnie zbytnio uwagi. Gdy przedarłam się do pierwszego rzędu, Czarni byli zbici w wielką kopułę dookoła dziewczyny i chłopaka. Po sekundzie rozległ się trzask w głośnikach i żywa figura z ludzi rozbiła się.
-OUR NAME IS LAVINA! - wypowiedział mechaniczny głos, a ekipa zaczęła tańczyć.
Byli zgrani i ruszali się z niezwykłą synchronizacją i gibkością.
Gdy dwóch chłopaków robiło salto, reszta opadała na kolana. Kiedy wykonywali piruety i skłonili się, ponownie zgasły lampy. Ludzie klaskali i śmiali się radośnie. Stałam na środku placu jak zahipnotyzowana. Gdy powrócił prąd do całego wesołego miasteczka, a karuzele ruszyły, Laviny już nie było. Zniknęli.
-Wow - usłyszałam kilka metrów za sobą Nialla. Odwróciłam się spostrzegłam całą grupę.
-To gdzie teraz? Możemy... - zaczął Harry, który wyglądał dużo lepiej niż po przejeździe kolejką.
-Czy to One Direction?! Ej ludzie to One Direction! - nagle wielki tłum odgrodził mnie od chłopaków.

~Oczami Zayna~
Szczęśliwi fani otoczyli nas ze wszystkich stron, odgradzając od Luny. Próbowałem dojrzeć siostrę wśród tłumu, lecz nigdzie nie było jej widać.
Fani coraz bardziej napierali na nas, a my nie widzieliśmy szans na ucieczkę.
-Gdzie jest Luna? - usłyszałem Alexa, który rozglądał się nerwowo.
-Spróbuj ją znaleźć, okey? - zwróciłem się do chłopaka - Ja nie dam rady...
Po chwili z naszego ściśniętego kręgu liczącego 13 osób wydostali się Michael i Alex. Przedarli się przez piszący tłum i ruszyli w poszukiwaniu Rudej. Patrzyłem za nimi chwilę, po czym odwróciłem się do pozostałych.
-John, jak się stąd zmyć?
-Wy w piątkę idziecie za mną a reszta rozprasza się i robi zamieszanie. Spotkamy się za 15 minut na Inspiration Point. Później znajdziemy Lunę, Mike'a i Alexa. Wszyscy zrozumieli?
Wszyscy skinęli głowami i nagle zaczęli piszczeć, krzyczeć i biegać w kółko, a my w szóstkę zaczęliśmy się powoli wycofywać. Dostrzegłem tylko jak jakiś facet przyciągnął do siebie Vivien, a Louis już rzucił się na ratunek koleżance.
Czyli nici z naszej ucieczki.
Podbiegłem do niego w chwili, gdy uderzał chłopaka w twarz. Chwyciłem go za ramiona i odciągnąłem do tyłu. Lou wyrywał się chwilę, po czym przeniósł rozkojarzone spojrzenie na Viv, która siedziała na ziemi i obejmowała się za brzuch. Była blada i na jej twarzy widniał grymas bólu. Tomlinson odsunął się ode mnie i uklęknął obok dziewczyny.
-Wszystko w porządku? - dziewczyna skrzywiła się i pokręciła głową.
-Ktoś próbował mnie dźgnąć nożem... - odsunęła ręce i zobaczyliśmy ślady krwi na jej rozciętej koszulce - ledwo mnie drasnął.
Rozejrzałem się wokół i spostrzegłem uśmiechającą się pod nosem Danielle. Czy to możliwe, że to była ona?
-Mogę zobaczyć? - usłyszałem Liama. Odwróciłem się do krwawiącej blondynki i zapomniałem o fanach, o moich podejrzenia i o wszystkim oprócz Vivien. Payne uniósł lekko koszulkę, a dziewczyna syknęła. Rana była podłużna i sączyła się z niej krew, ale wyglądała na płytką. 
Nagle spostrzegłem, że znikąd pojawili się Alex i Michael, kręcąc głowami z zawiedzionymi minami. Gdy zobaczyli ranną Vivien, otworzyli szeroko oczy i zatrzymali się w półkroku.
-Co się stało? - wykrztusił Mike.
-Ktoś próbował ją dźgnąć. - wykrztusił Louis, trzymający głowę blondynki na kolanach.
-Gdzie Luna? - zapytałem i zacząłem się rozglądać z nadzieją, że zobaczę ją chowającą się za chłopakami.
-Zniknęła. - podeszła do mnie Alison i przytuliła się do mnie.
-Spokojnie. Ona wszędzie się gubi, ale zawsze wraca. - wymamrotała w moją klatkę piersiową. Była tak samo zdenerwowana jak ja. - Trzeba ją zawieść do lekarza.
Nagle spostrzegłem, że na placu zostaliśmy tylko my, a wszyscy inni gdzieś pobiegli.
-Nie będą potrzebne szwy. Trzeba szybko wrócić do willi i tam się nią zajmę. - Alex pochylał się nad dziewczyną i odwrócił się do nas. - Medycyna, co nie?
-Wszyscy są oprócz Luny? - zapytał John.
-Nie ma Danielle...
-Gdzie ona znowu poszła? - chłopak był zirytowany - Nieważne. Trzeba zabrać Vivien do domu. Michael i Kai zostają tutaj, a reszta wraca do domu. Nie chcemy kolejnych ataków fanów. - popatrzył na mnie i Liama, gdy mieliśmy się sprzeciwiać. Skinęliśmy ponuro głowami.

Kilka godzin później siedziałem na kanapie i czekałem na powrót chłopaków i dziewczyn. Obok mnie leżała Alison i opierała głowę na moich kolanach. Na drugiej sofie bliżej kominka był Liam i tępo wpatrywał się w ścianę. Po chwili trzasnęły drzwi, a Payne zerwał się z miejsca. Do salonu weszła rozzłoszczona Danielle. Popatrzyła na nas, wymamrotała coś pod nosem i ruszyła korytarzem w stronę pokoi. Daddy opadł na kanapę i powrócił do poprzedniego zajęcia.
Wyjąłem telefon i napisałem Michaelowi sms o tym, że Danielle wróciła.
Alison wróciła do naszego pokoju, a my z Liamem nadal siedzieliśmy w salonie i czekaliśmy.
-Nie zrań jej. - wyszeptałem.
-Nie mam takiego zamiaru. Wiele dla mnie znaczy. Chyba ją ko...
Drzwi wejściowe otworzyły się z hukiem i do środka weszli Kai i Michael z nieprzytomną Luną na rękach. Zerwaliśmy się z miejsc i pospiesznie położyliśmy dziewczynę na sofie.
-Co się stało?
-Ktoś podał jej pigułkę gwałtu, a jak ją znaleźliśmy, była na granicy wyczerpania. Możliwe, że się biła.
-Jaką pigułkę? Kiedy? - poczułem jak gniew ogarnia moje ciało. Chciałem znaleźć tamtego gościa i go zatłuc.
-Po naszym rozdzieleniu. Jakiś jej znajomy postawił jej colę, gdy czekała na nas. Tyle nam powiedziała, a potem odpadła. -
powiedział Michael. - Jutro raczej nic nie będzie pamiętać. - spojrzał na nas - Wyglądacie koszmarnie. Przeniesiemy Rudą do jej pokoju i wszyscy pozostali idą spać.
Gdy zamknęliśmy drzwi od pokoju mojej siostry, Kai zapytał o stan Vivien. Rana była powierzchowna i szybko Alex ją opatrzył. 
-Jedynie nie będzie mogła wchodzić do oceanu przez kilka dni. - Hindus skinął głową i życzył nam dobrej resztki nocy, po czym ruszył do swojego pokoju.
Padłem na łóżko obok Alison, popatrzyłem na zegarek, który wskazywał 3:19 i wtuliłem się w swoją dziewczynę.
~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~
Przepraszam, że tak długo...
Pozdrawiam 
Luna :D

środa, 29 października 2014

Rozdział 31

Rozdział 31

~Oczami Liama~
Popatrzyłem na Louisa z cwanym uśmiechem, a on skinął mi głową.
-Ja nie wejdę do wody! Włosy mi się rozprostują! - krzyczał Harry.
-A ja jestem głodny... - marudził Niall.
-Jak wejdziecie do wody i załapiecie choć trochę surfing, to funduję wam wyjście do wesołego miasteczka wieczorem! - zawołała Luna, a ja obserwowałem, jak oczy chłopaków rozszerzyły się z podniecenia.
-A watę cukrową i jabłka w karmelu też stawiasz? - zapytał Niall przymilnie.
-Niech stracę! - dziewczyna roześmiała się radośnie.
Blondyn popędził do desek surfingowych położonych na piasku, krzycząc, byśmy się pospieszyli. Pokręciłem głową ze śmiechem i ruszyłem po jedną dla siebie.
Siedziałem na desce w wodzie, a obok mnie na swojej leżała Luna. Miała czerwoną skórę od słońca, ale twarz bladą.
-Dobrze się czujesz? - zapytałem, wyrywając ją z zamyślenia. Pokiwała głową i uśmiechnęła się do mnie. Po chwili dołączył do nas Louis.
-No więc, surfowaliście już kiedyś?
-Nie. - odparł Louis z głupim uśmieszkiem.
-To patrzcie na mnie i spróbujcie powtórzyć i się nie zabić. - powiedziała z cwanym uśmieszkiem. 
To się zdziwi - pomyślałem.
Czekaliśmy na falę. Wygłupialiśmy się z Lou i udawaliśmy, że nic nie umiemy. Luna cierpliwie tłumaczyła nam, co robimy źle i jak to naprawić. Urodzony instruktor.
Słońce było bezlitosne i mocno świeciło, grzejąc moją skórę. Ruda miała już czerwone plamy na plecach i brzuchu. Spiekła się i wieczorem miała to poczuć.
Nagle podpłynął do nas Harry i zrzucił Carmarę z deski, a ta w niezbyt miły sposób spadła do wody. Zaczęliśmy się śmiać, gdy wynurzyła się z wody z miną mordercy. Podpłynęła wolno do Loczka i wrzuciła go do wody. Styles zaczął piszczeć, ale woda zagłuszyła go. Dziewczyna podpłynęła do swojej deski i zaczęła się na nią wdrapywać, oferując nam niesamowity widok jej wypiętych pośladków. Spojrzałem na swoje szorty i lekko poczerwieniałem. Miałem mały problem dużych rozmiarów. Spojrzałem na Louisa. Wyglądał na zafascynowanego i nic poza tym. Cholera!
Położyłem się na brzuchu by nic nie było widać i wpatrywałem się w ocean, by odwrócić myśli.
-Liaś, zmęczyłeś się? Co tak leżysz? - zapytał Harry z głupim uśmieszkiem, gdy wdrapał się na deskę.
-A tak sobie. Opalam plecy. - rzuciłem na odczepne i wyszczerzyłem się do chłopaków.
-Płyniecie panienki? - zapytała Ruda i zaczęła płynąć za falą w popisowy sposób, unosząc pośladki. Wciągnąłem głośno powietrze.
-Nieźle cię wzięło... - mruknął Louis, a ja popatrzyłem na niego nierozumiejącym wzrokiem - Zadurzyłeś się w niej - prychnąłem - i jesteś na nią napalony.
-Wcale, że nie! - wykrzyknąłem i zrobiłem się cały czerwony. Aż tak to widać?
-Nie kłam, mamy oczy. - wzruszył ramionami Harry - A poza tym, co się dziwić? Jest naprawdę niezła i gdyby nie Zayn, zająłbym się nią.

Gdy wszyscy dotarli do plaży,
odnieśliśmy deski składziku.
-Teraz wszyscy pod prysznic i za 30 minut widzimy się w salonie. - powiedział Zayn i objął ramieniem Alison.
Każdy pobiegł do pokoju, a ja wolno szedłem za Luną i patrzyłem na jej spalone plecy.
-Nie pieką cię plecy?
-Troszkę. Nałożę na nie balsam i będzie okey. - odwróciła się do mnie. - A co? Chcesz posmarować mi plecy?
-Z chęcią. - odpowiedziałem cwaniacko. - Będę za 15 minut.

-Luna, jesteś tu? - zawołałem, gdy wszedłem do jej tymczasowego pokoju.
-Jestem w łazience!
Nie słyszałem prysznica, więc uznałem, że zaraz wyjdzie. Nie myliłem się. Po chwili wyłoniła się z łazienki w samym ręczniku.
Stałem i wgapiałem się bezmyślnie w dziewczynę, gdy ona szukała bielizny. Gdy wyjęła czarne koronkowe stringi i skąpy stanik, oczy prawie wyszły mi z orbit, a w szortach, które miałem na sobie, zrobiło się za ciasno.
-Zaraz wracam. - uśmiechnęła się słodko i zniknęła w łazience.
Rozglądałem się po pomieszczeniu i podszedłem do łóżeczka dla dziecka. Od zawsze chciałem mieć dzieci, lecz w późniejszym wieku, gdy nasza kariera zwolni. Miałbym dla nich więcej czasu.
Moje rozmyślenia przerwało pojawienie się Rudej. Stała przy łóżku w samej bieliźnie i przyglądała mi się.
Cholera. Wyglądała niesamowicie. Wykończy mnie. Pomyślałem i podszedłem do niej.
-Połóż się na brzuchu i podaj mi balsam.
Rozprowadzałem krem na jej plecach, delikatnie i w zmysłowy sposób. Czułem pod palcami, jak jej ciało rozluźnia się, by po chwili znowu spiąć mięśnie. Wtarłem kosmetyk, ale nie chciałem przestać jej dotykać.
-Odwróć się. - poprosiłem cicho, a ona szybko przeturlała się na plecy i spojrzała na mnie rozpalonym wzrokiem. Była podniecona.
Wycisnąłem z tubki odrobinę chłodnego mleczka, a ona zajęczała z przyjemności. Położyłem dłonie na jej lekko zarysowanych mięśniach brzucha. Ostrożnie przesunąłem ręce w dół, aż na skraj materiału. Wmasowałem balsam i znów przeniosłem się wyżej, tuż pod biustonoszem. Gdy skończyłem, zabrałem dłonie.
-Jeszcze pod szyją. - szepnęła.
Poruszałem palcami wzdłuż krawędzi miseczek stanika, a Luna wierciła się na łóżku.
-Spokojnie. - usiadłem na niej okrakiem.
-Luna?! - usłyszeliśmy Vivien, idącą korytarzem. - Masz pożyczyć... - weszła do pokoju i zamarła. - Przyjdę później. - wyjąkała i wybiegła z pomieszczenia. Popatrzyliśmy na siebie i wybuchnęliśmy śmiechem.
-Przecież jestem ubrany. - spojrzałem na swoje czarne szorty i niebieski podkoszulek. Nie było powodu, by ukrywać moje podniecenie. Ona także patrzyła na mnie płonącym wzrokiem.
-Nie da się ukryć. - uśmiechnęła się szeroko. - Uciekaj już. Muszę się ubrać.

~Oczami Luny~

Cały czas myślałam o Liamie. Nigdy wcześniej nie byłam taka podniecona. Jakie on ma ręce...
Ubrałam zielone spodenki i białą bluzkę na ramiączkach. Popsikałam się perfumami i rozczesałam włosy, troszkę się poplątały podczas naszego "nacierania" balsamem.
Gdy zeszłam na dół, brakowało już tylko Zayna i Alison. Usiadłam obok Vivien, a Liam posłał mi szeroki uśmiech. Siedział obok Danielle, a ona przysunęła się stanowczo zbyt blisko niego. Viv posłała mi pytające spojrzenie.
-O co chodziło z Liamem w twoim pokoju? - spłonęłam rumieńcem, gdy uwaga wszystkich skupiła się na mnie i Payne'ie. Dan przeszyła mnie groźnym spojrzeniem.
-Smarował mi plecy? - zapytałam z ironią ze wzrokiem wbitym w podłogę.
-Dlaczego on?
-Bo jako jedyny się tym zainteresowałem. - mrugnął do mnie okiem, a ja się uśmiechnęłam pod nosem. Zapadła krępująca cisza, którą przerywały tylko nasze oddechy.
-Hej! Idziemy do tego wesołego miasteczka?! - zawołał Zayn, gdy zeszli z fioletowowłosą do salonu. Dziewczyna była zarumieniona i odprężona, nie trudno było się zorientować, co ich zatrzymało.
-Komu w drogę, temu więcej czasu na zabawę i jedzenie na miejscu! - zanucił Niall i pobiegł do wyjścia. Zaśmialiśmy się i ruszyliśmy za nim.
~~~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~
Prawie 3 tygodnie nie nie dodawałam :/ Otóż w niedzielę padł mi internet i nie miałam, jak dokończyć rozdziału :/ Wyszedł taki sobie, ale fani Luny i Liama mieli używane xD Następny, jeśli będzie tu 6 (lub więcej :D) komentarzy, pojawi się koło poniedziałku lub wtorku :) Dzięki za wytrwałość i cierpliwość :*
Pozdrawiam
Luna :D

czwartek, 9 października 2014

Rozdział 30

Rozdział 30

~Oczami Liama~
-Halo? - usłyszałem jakiegoś mężczyznę, a moje serce stanęło. Bezwładnie osunąłem się na kanapę.
-Kto mówi? - zapytał ostro Zayn.
-Znalazłem telefon pod szpitalem i szukam właściciela...
-Pod jakim...
-Wróciłam! - drzwi trzasnęły, a Luna pojawiła się w salonie. Poderwałem się z miejsca i oplotłem ją ramionami. Poczułem znajome już ciepło jej ciała i odetchnąłem głęboko.
-Ruda, wszystko w porządku? - Zayn stał obok nas, a ja nadal trzymałem dziewczynę w objęciach.
-A czemu miałoby nie być? - zapytała zmieszana.
-Słuchałaś radia albo nikt do ciebie nie dzwonił? - dziewczyna zaczęła sprawdzać kieszenie i popatrzyła na mnie z przerażeniem.
-Nie mam telefonu. Zgubiłam go. - odsunęła się ode mnie i zaczęła krążyć po pokoju,przeczesując włosy palcami. - Muszę go odzyskać. Mam tam numery, które są bezcenne.
Luna była coraz bardziej blada i zaczęła się chwiać. Brat chwycił ją za rękę i posadził na kanapie obok Alexa.
-Ktoś znalazł twój telefon. Jutro się z nim spotkamy i odbierzesz swoją własność. - oznajmił Louis, który właśnie wszedł do pomieszczenia z moim telefonem w ręku.
-Możemy jutro trochę pozwiedzać, jeśli chcecie. - John był rozentuzjazmowany.
-Jutro. - mruknęła Ruda. - Kiedy będzie obiad? Umieram z głodu. - Niall pokiwał głową, a reszta wybuchła śmiechem.
-Możesz iść pomóc dziewczynom. - wyszczerzył się Louis.
-Nie, dzięki. Pójdę się umyć i przebrać w coś wygodniejszego. - po chwili po dziewczynie nie było śladu.
-Ona wykończy mnie psychicznie. - westchnął Zayn.

~Oczami Luny~
-Ktoś idzie na plażę? - zapytałam wesoło, ale odpowiedziały mi tylko jakieś jęki. - No wiecie co?! Ja idę poleniuchować nad wodą. Jak wam się znudzi, to zapraszam nad ocean.
Leżałam na kocu, który wyjęłam z kantorka i opalałam się. Nagle poczułam, że się uniosłam. Otworzyłam oczy i popatrzyłam na napastnika.
-Louis? Co robisz?
-Niosę cię? - odpowiedział ze śmiechem.
-Ale po co... - nie dokończyłam, ponieważ wrzucił mnie do wody. Moje usta napełniły się wodą, a ja opadłam na dno. Szybko odbiłam się i wypłynęłam na powierzchnię. Moje stopy ledwo dotykały dna. Czy przy brzegu może być tak głęboko? Niespotykane. Zaczęłam się krztusić i kaszleć. Tym razem oplotły mnie inne ramiona i ktoś wyniósł mnie z wody.
-Wszystko w porządku? - wpatrywałam się w czekoladowe tęczówki, nadal kaszląc. Pokiwałam twierdząco głową, a chłopak popatrzył na mnie z powątpiewaniem.
-Jest okey. - odetchnęłam głęboko, gdy uwolniłam się od uporczywego kaszlu. - Po prostu napiłam się trochę wody. - uśmiechnęłam się krzywo.
-Jak długo się opalałaś? Jesteś cała czerwona. - usłyszeliśmy Zayna i oboje równocześnie z Liamem spojrzeliśmy na mój brzuch. Jęknęłam cicho. Podniosłam wzrok i spostrzegłam, że chłopak nadal wpatrywał się w moje ciało, tym razem trochę wyżej. Splotłam ręce na piersiach, a on popatrzył w moje oczy zawstydzony tym, że przyłapałam go na patrzeniu na mój biust. Uśmiechnęłam się ironicznie.
-Ładny widok?
-A żebyś wiedziała. - mruknął pod nosem. - Trzeba to będzie posmarować czymś. - popatrzył na mnie, a moje oczy rozszerzyły się z zaskoczenia. Roześmiał się. - Twoje poparzenia.
Wzruszyłam tylko ramionami i odwróciłam się do pozostałych. Wszyscy byli już na plaży. Spojrzałam diaboliczny wzrokiem na Louisa, a on obdarzył mnie bezczelnym uśmiechem.
-John, ile masz desek? - zapytałam, nie odwracając wzroku od Tomlinsona.
-11 zwykłych i 3 neony, a co? - uniósł brwi i po chwili załapał, o co mi chodziło. - Wszystkie w dobry stanie.
-Alison bierzesz Zayna i Harry'ego, Vivien możesz się pomścić na Niallu i Michaelu, a ja się zajmę Louisem i Liamem. - zatarłam ręce i popatrzyłam na dziewczyny, które chytrze się uśmiechały. - Reszta organizuje się sama. - puściłam oczko do Johna, a on się wyszczerzył.
-W magazynku są deski. Każdy bierze po jednej i wraca tutaj.
Przeprowadziłam rozgrzewkę, by nie złapał ich skurcz i chwyciłam jedną z desek neonowych. Wskazałam Liamowi i Louisowi, by zrobili to samo. Wbiegłam do wody i usiadłam na desce.
-Pływaliście kiedyś? - zapytałam z szyderczym uśmiechem.

~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~
Trochę obsunęłam się z czasem, ale za tydzień mam bierzmowanie i musiałam się poduczyć :/ Oddaję w Wasze ręce kiepski i krótki rozdział, ale następny postaram się napisać lepszy :* Widzę nowych czytelników xD Zapraszam do komentowania, to zawsze jakaś motywacja :D
Pozdrawiam 
Luna :D

wtorek, 23 września 2014

Liebster Award

Liebster Award

Zostałam nominowana do Liebster Award przez Megan. Dziękuję za nominację :)

Pytania:
1. Jak masz na imię?
Kinga :P
2. Ulubiona potrawa?
Spaghetti <3
3. Dlaczego akurat taka fabuła?
Czytałam kilka blogów i pomysł o Lunie wpadł mi do głowy :)
4. Podoba Ci się twoje imię?
Tak :P
5. Co robisz, gdy Ci się nudzi?
Czytam książki <3
6. Jesteś w jakiś fandomach?
W wielu, nie potrafiłabym wymienić wszystkich :D
7. Od jakiego czasu piszesz?

Bloga od wakacji, na papierze od podstawówki :P

Nominuję:


Pytania:
1. Kiedy zaczęłaś pisać?
2. Ile masz lat?
3. Ulubiony przedmiot w szkole?
4. Książka czy film?
5. Książka - wersja papierowa czy e-book?
6.Czego słuchasz?
7. Ulubiony zespół?
8. Śpisz z misiem? xD

Pozdrawiam
Luna :D

Rozdział 29

Rozdział 29

-Zimno! Zimno! Zimno... - pomimo, że noc była ciepła, a ja miałam ubraną piankę neoprenową, było mi zimno i ciało pokrywała gęsia skórka. Było ciemno, ale od plaży biło światło.
-Jeszcze jedna fala! - zawołał do mnie John. Po raz 10!
-Już to mówiłeś! Ale okey! Pokaże ci jeszcze raz, jak się pływa w Australii!

-Luna! Jeszcze raz?! Proszę! Ostatni, obiecuję! - niebo zaczęło już szarzeć, a my nadal surfowaliśmy. Nie potrafiłam mu odmówić.
John złapał falę jako pierwszy i popłynął do brzegu. Następna była moja. Stanęłam na desce i dałam się ponieść.
Gdy dopłynęłam do brzegu, chłopak bił brawo. Teatralnie ukłoniłam się i przewróciłam oczami. Usiedliśmy na piasku i wpatrywaliśmy się w ocean, by po chwili zobaczyć
najpiękniejszy wschód słońca, jaki kiedykolwiek widziałam. Położyłam głowę mu na ramieniu i patrzyłam na niesamowity widok. 
Siedzieliśmy na plaży jakieś półgodziny, po czym schowaliśmy deski do magazynku i postanowiliśmy pójść do domu.
-Jestem głodna... - zaskomlałam do ucha Johnowi, gdy mijaliśmy kuchnię.
-Całą noc się bawiliśmy, to co się dziwisz? - zapytał, śmiesznie poruszając brwiami. Zaczęliśmy się śmiać, ale śmiech zamarł nam na ustach, gdy zobaczyliśmy Liama i Zayna z zaszokowanymi minami. Zlustrowali moje ciało w rozpiętej piance i stroju kąpielowym. Brat zmarszczył brwi, a czekoladowooki nie potrafił oderwać wzroku od mojego płaskiego brzucha.
Odchrząknęłam znacząco, a on popatrzył mi w oczy i się... zarumienił! Spuścił zawstydzony wzrok, a ja uśmiechnęłam się pod nosem.
-O której wczoraj skończyliście surfować? - przerwał niezręczną ciszę braciszek. - I już wracacie do wody? Nie za wcześnie? - obrzucił spojrzeniem nasze pianki.
-Dopiero skończyliśmy. - wyszczerzyliśmy się do siebie z Johnem. - A teraz chcemy coś zjeść, a następnie iść się zdrzemnąć.
-A czemu wy wstaliście tak wcześnie? - zapytałam chłopaków, którzy byli już ubrani i umyci.
-Nie mogłem spać.
-Alison zrzuciła mnie z łóżka. - powiedzieli równocześnie i zaśmiali się.
-Aha...
Wyjęłam z lodówki sok pomarańczowy i jabłko, za to John wyjął z szafki spaghetti w kubku do szybkiego przygotowania. Wypiłam szklankę soku i wgryzłam się w jabłko.
-Wiesz, że surfowanie w nocy jest niebezpieczne? - zapytał Zayn z uniesionymi brwiami.
-Tak, ale...
-Więc dlaczego to zrobiłaś?
-Mieliśmy deski led-surfingowe... - zaczęłam się tłumaczyć, ale przerwał mi John.
-Nie zachowuj się jak jej ojciec, to jego zadanie. - poczułam, jakby ktoś uderzył mnie w brzuch. Popatrzyłam na Zayna. Miał napiętą sylwetkę i spuszczoną głowę. Podałam mu owoc, a on odruchowo je chwycił.
-Dojedz. Ja już nie jestem głodna. - wyszłam z kuchni i szybko pobiegłam do swojego pokoju.
Zamknęłam drzwi na klucz i zsunęłam się po nich.
Nie wiem, ile tam siedziałam, ale cała zdrętwiałam. Chłopcy dali mi spokój i byłam im za to wdzięczna. Wstałam i wyjęłam z walizki czystą bieliznę i za dużą koszulkę. Wzięłam szybki prysznic i zwinęłam się w kłębek na łóżku.

~Oczami Louisa~
Zszedłem na śniadanie w wyśmienitym humorze. Z łóżka wywabił mnie piękny zapach i świadomość obecności zabawnej dziewczyny w tym samym budynku, w którym przebywałem. W kuchni zastałem wszystkich oprócz Luny i Johna. I to Zayn długo śpi...
Zająłem miejsce obok Eleanor i popatrzyłem prosząco na Nialla, który miał przed sobą kilka bułek. Blondyn niechętnie oddał mi jedną i podał masło orzechowe.
Wszyscy siedzieliśmy w kuchni nad kubkiem herbaty, gdy do pomieszczenia wszedł zaspany John.
-Luna już wstała? - ziewnął przeciągle.
-Jeszcze nie. - odparł markotny Liam i w tamtym momencie usłyszeliśmy kroki.
-John mogę pożyczyć auto? - westchnęła. - Tak wiem, tu obowiązuje ruch prawostronny.
-W garażu wiszą kluczyki. A gdzie się wybierasz?
-Do szpitala. - Zayn poderwał się z krzesła i zaczął dokładnie oglądać siostrę dookoła. - Moja znajoma z dawnych czasów jest w Long Beach Memorial Medical Center. Dobrze się mną opiekowała. - uśmiechnęła się do wspomnień.
-Pojechać z tobą? - Alex uśmiechnął się do niej z błyskiem w oku.
Dziewczyna pokręciła głową zatopiona w myślach. Później odwróciła się na pięcie i wyszła. Wszyscy spojrzeli po sobie i wzruszyli ramionami.
-Kto ma ochotę na spacer? - zawołałem i po chwili wszyscy oprócz Liama, Danielle i Nialla byli chętni.
-My idziemy po jakieś zakupy spożywcze. Jestem głodny! - zaskomlał blondyn, a my się zaśmialiśmy.
Chodziliśmy wzdłuż plaży i chlapaliśmy się wodą. Harry wrzucał Vivien do wody, Zayn nosił Alison na plecach, Michael z Kai'em tańczyli Jezioro Łabędzie, a John ich filmował. Alex gadał z kimś przez telefon o jakimś kocie. A my z Eleanor staliśmy w oceanie i patrzyliśmy na wszystkich z bezpiecznej odległości.
-Potrafisz ich znosić, gdy tak paskudzą? - zapytała dziewczyna, wyrywając mnie z zamyślenia.
-Kogo?
-Chłopaków z zespołu.
-Zazwyczaj bawię się z nimi. - uśmiechnąłem się do niej. - Ale jak nie ma Liama, to ja jestem "tym" rozsądnym.
Dziewczyna pokiwała głową i nad czymś zaczęła się zastanawiać, o czym świadczyła zmarszczka na jej czole.
-Pasują do siebie. - posłałem jej pytające spojrzenie. - Liam i Danielle.
Mimowolnie wzdrygnąłem się. Coś nie pasowało mi w tamtej dziewczynie. Miałem złe przeczucia.
-Dlaczego tak myślisz?
-On śpiewa, ona tańczy. On jest gwiazdą, ona zaczyna studia i tańczy na koncertach. Oboje są rozsądni... - ale ona nie jest Luną dla Payne'a i nie zaakceptowałbym jej. Miałem wrażenie, że dziewczyna chciała wykorzystać Liama.
-Być może. Przepraszam, ale idę teraz pomóc biednej Vivien w walce z Loczkiem. - posłałem jej wymuszony uśmiech i ruszyłem w stronę przyjaciół.
Wróciliśmy do willi po jakiś trzech godzinach cali mokrzy. Każdy szybko pobiegł się w kierunku swojego pokoju, by się przebrać.
Gdy wróciłem do salonu, zastałem Liama przed telewizorem. Właśnie zaczynały się wiadomości. Usiadłem obok niego i po chwili pojawili się pozostali chłopcy, a dziewczyny poszły coś ugotować.
-Wiadomość z ostatniej chwili! W centrum Los Angeles zdarzył się ogromny wypadek samochodowy. Zginęło 20 osób na miejscu, a około 40 jest rannych. Aktualnie zabierani są do pobliskich szpitali...
Liam poderwał się z miejsca i chwycił telefon. Wybrał numer do Rudej i dał na głośnomówiący.
-Halo? - usłyszeliśmy zachrypnięty męski głos.
~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~~
Przepraszam! Nie miałam czasu ani pomysłu, jak pisać :( Do tego klawiatura mi się psuje :( Nie wiem, kiedy pojawi się następny :( Mam nadzieję, że ten rozdział się spodoba :D Dzięki za wytrwałość :*
Pozdrawiam
Luna :D