piątek, 1 sierpnia 2014

Rozdział 12

Rozdział 12

Szwendałam się po Londynie już kilka ładnych godzin. Nikt nie dzwonił, nie pisał. Postanowiłam iść do jakiejś restauracji coś zjeść. Byłam głodna, jak wilk. Wybrałam najmniej zatłoczoną i usiadłam do stolika. Przejrzałam kartę i zamówiłam sałatkę i kurczaka z grilla. Zaczęłam rozglądać się po sali. Przy stoliku pod ścianą siedziała jakaś zakochana para, jedząc razem spaghetti. Przy innym była czteroosobowa szczęśliwa rodzina. Przy innym siedziały przyjaciółki i śmiały się w głos. A ja tkwiłam zupełnie sama. Każdy czułby się zdołowany. Lecz ja nauczyłam się szukać pozytywów w negatywnych sytuacjach. Dzięki temu jeszcze żyłam. 
Nagle mój wzrok spoczął na znajomych twarzach. Brad, James, Tristan, Connor i jakiś facet siedzieli przy stoliku, gawędząc o czymś. Przyglądałam się Simpsonowi. Wydawał się być wyluzowany i pozbawiony zmartwień. Rozmawiali, śmiejąc się, gdy zadzwonił telefon bruneta. Wstał od stołu i ruszył w moją stronę.
-Halo?... Jak to zniknęła?... Sprawdzaliście penthouse?... Nie wiem, gdzie mogła by być... Będziemy mieć oczy i uszy szeroko otwarte. - rozłączył się i wrócił do stolika.
Czyżby chodziło o mnie? - pomyślałam. Ale zaraz się skarciłam, bo raczej by się o mnie nie martwili. Zayn może, dziewczyny też, ale reszta na pewno nie.
Po chwili zespół wychodził z restauracji. Tristan chwilę na mnie patrzył, ale widocznie wziął za kogoś innego i ruszył dalej. Niby mnie to nie ruszało, ale naprawdę bolało jak cholera. Siedzieli przy mnie tyle czasu w szpitalu, a teraz nawet nie poznali mnie w knajpie. Smutne, ale prawdziwe.
Zjadłam posiłek, zapłaciłam i kontynuowałam moją małą wycieczkę po Londynie. Poszłam pod Big Bena i patrzyłam jak wybijał godzinę 18. Niebo zaczęło szarzeć i zasnuwać się deszczowymi chmurami. Później usiadłam nad brzegiem Tamizy i wpatrywałam się w pływające po niej statki. Siedziałam tam ponad dwie godziny, a telefon nadal milczał. Widocznie moje przemyślenia na temat zainteresowania moją osobą przez ludzi były błędne. Nikt się mną nie interesował.
Po jakimś czasie zaczęłam odczuwać chłód i postanowiłam załatwić sobie jakieś miejsce do spania. Poszłam do klubu, w którym pracowała Vivien. Usiadłam przy barze i zamówiłam u barmana wodę. Miałam ochotę na coś mocniejszego, ale miałam przeczucie, żeby tego nie robić. 
Wpatrywałam się w do połowy pełną szklankę i rozmyślałam nad moim nędznym żywotem. Postanowiłam zrezygnować z pracy u The Vamps i zająć się moją grupą w studio. I oczywiście studiami, jeśli mnie przyjmą. W innym wypadku musiałam stąd wyjechać. Nie zniosłabym tych spojrzeń pełnych współczucia i litości.
Siedziałam zatopiona w myślach, gdy poczułam na ramieniu czyjąś rękę. Odwróciłam się gwałtownie i ujrzałam Michaela. Uśmiechał się uroczo i śmiesznie poruszał brwiami. Od razu moje samopoczucie się polepszyło.
-Hej, co tu robisz? - zapytał, szczerząc ząbki.
-Zostałam wyrzucona ze swojego mieszkania i dowiedziałam się o tym dopiero dzisiaj. Fajnie, nie? - uśmiechnęłam się ironicznie. Nagle poczułam potrzebę zwierzenia się komuś, a podświadomie wiedziałam, że temu chłopakowi mogę zaufać.
-Miałem podobnie. Nie masz gdzie spać?
-Załatwię sobie coś. Dzięki.
-Ja mam mieszkanie niedaleko.
-Dam sobie radę. Ty mnie wcale nie znasz. A poza tym mogę zatrzymać się u cioci na drugim końcu miasta. - kłamałam, nawet przez myśl mi nie przeszło pójście do cioci.
-Okey. - uśmiechnął się. - Masz ochotę się zwierzyć? Coś czuję, że tak. Barman poprosimy o coś mocniejszego.
-Dla mnie sok pomarańczowy. Dzisiaj wyszłam ze szpitala - zwróciłam się do chłopaka. Barman podał nam napoje, a ja zaczęłam opowiadać swoją historię.

~Oczami Alison~
Było po 23, a my siedzieliśmy w salonie. Byli tu wszyscy. Oba zespoły w komplecie, ciocia Zayna i Luny i nasza trójka. Grey spała na kolanach u Liama. Dziwne, ponieważ nie ufała nikomu oprócz Luny. To Payne zajął się kotkiem, gdy właścicielka była w szpitalu.
-Czyli nad Tamizą to była jakaś Lily? - zapytał po raz kolejny poddenerwowany Zayn.
-Tak, jest bardzo podobna do Luny. Powiedziałabym, że wyglądają jak siostry. - westchnęłam.
Nagle z zamyślenia wyrwał się Liam. Popatrzył na nas zmartwionym wzrokiem.
-A ktoś w ogóle do niej dzwonił? Czy założyliście, że nie odbierze?
-Próbowaliśmy kilka razy, ale ma wyłączoną komórkę lub jest poza siecią.
Chłopak wstał i wyjął telefon. Włączył zestaw głośnomówiący i położył urządzenie na stoliku. Usłyszeliśmy sygnał, a potem jakieś szumy.
-Haloo? - zapytał jakiś nieznajomy głos.
-Jest Luna? - zapytał przestraszony Zayn.
-Jest.
-Można prosić ją do telefonu?
-Nie. - w tle było słychać jakieś chichoty.
-Dlaczego? - Mulat był zdezorientowany
-Bo jest poza zasięgiem moich rąk. - po drugiej stronie było słychać jakiś śmiech i "Michael oddaj mi telefon!".
-Mógłbyś oddać telefon Lunie? - zapytał podirytowany Liam.
-Halo? Są jakieś zakłócenia, do zobaczenia! - "Michael ty dupku!"
Brak sygnału, chłopak się rozłączył. Próbowaliśmy kilka razy zadzwonić, ale wyłączyli telefon. Harry wstał z kanapy i wyszedł. Po chwili wrócił z laptopem. Wziął telefon Payne'a i zaczął coś wpisywać na komputerze.
-Wiem, gdzie jest.
~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~
Jest rozdział! Następny w niedzielę chyba, że będą 3 komentarze od 3 różnych osób, to rozdział może się pojawić jeszcze dzisiaj :P
Dziękuje za komentarze od Dagi i Gosi :* Nie jadę na Chorwację, więc nie będzie jakieś wielkiej przerwy w dodawaniu postów. Jak mijają Wam wakacje?? :D
Pozdrawiam
Luna :D

wtorek, 29 lipca 2014

Rozdział 11

Rozdział 11

Dni mijały szybko. Przyjaciele mnie odwiedzali, ale najczęściej przesiadywała u mnie ciocia. Była jakaś wesoła. Rozmawiała z Zaynem więcej niż ze mną. Nie byłam zazdrosna. Przyzwyczaiłam się do tego, że ludzie nigdy nie traktowali mnie poważnie i zawsze coś lub ktoś był ważniejszy. Normalka, już nawet przestałam zwracać na to uwagę. 
Raz był nawet Darrio. Miał mało czasu, bo przejął moje obowiązki w DarrioDanceStudio. Przysiągł mi, że jeszcze raz go nie poinformuje o czymś ważnym, to sam mnie na OIOM wyśle.
Ani obejrzałam się, a nadszedł dzień wypisu. Był czwartek 28 sierpnia i była nieprawdopodobnie piękna pogoda w Londynie. Tego ranka nikt przy mnie nie siedział. One Direction miało próbę z Darrio przed trasą koncertową, która rozpoczynała się w poniedziałek. Dziewczyny w pracy, Grey w penthouse (lekarze kazali go zabrać, bo zjadał im ciastka na zmianę z Niallem), ciocia miała telekonferencję ze swoimi podwładnymi (w końcu nie każdy ma własne wydawnictwo). The Vamps miało spotkanie z managerem, a Eric musiał wrócić do Australii (Lori była zrozpaczona). Lekarz przyniósł wypis i kalendarzyk z wpisanymi datami wizyt kontrolnych. Pożegnał się serdecznie i podał mi torbę z rzeczami na zmianę. Przebrałam się szybko w spodnie dresowe, koszulkę i bluzę i wyszłam z budynku. Odetchnęłam świeżym powietrzem, najbardziej tego mi brakowało w czterech ścianach szpitala. Zadzwoniłam po taksówkę i po kilku minutach pojechałam do mieszkania. 
Wjechałam windą na piętnaste piętro. Weszłam do apartamentu i doznałam szoku.
Wszystkie meble zostały wyniesione i pomieszczenia były puste. Wchodziłam do wszystkich pokoi, ale wszystkie były opustoszałe. Gołe ściany i podłoga. Pobiegłam do mojego królestwa i również niczego nie było. Szybko sprawdziłam moją skrytkę pod podłogą. Na szczęście pieniądze tam były. Wzięłam wszystkie i sprawdziłam dokładnie pokój, czy coś nie zostało. Na marne.
Poszłam do recepcji zapytać o lokum na 15 piętrze. Recepcjonistka poinformowała mnie o wyprowadzce i poprosiła o zwrot kluczy. 
Wybiegłam z budynku, testując moje płuca. Dawno temu nauczyłam się nie wpadać w panikę, więc byłam spokojna i potwornie zdezorientowana. Nie wiedziałam, co się stało, że dziewczyny postanowiły się wyprowadzić, nie informując mnie o tym. Ruszałam ulicami Londynu, bezdomna z całym dobytkiem w kieszeni. Moje życie przypominało wtedy jakiś słaby melodramat. 

~Oczami Alison~
Wyszłam z Londyńskiego Domu Mody i pospieszyłam do szpitala. Lunę mogli wypisać lada dzień, a my kończyliśmy przygotowania.
Ale będzie zdziwiona. - pomyślałam.
Weszłam na odpowiedni wydział i ruszyłam w stronę sali Rudej. Stanęłam pod salą jak wryta. Jej tam nie było. Czyli, że albo ją wypuścili albo coś się stało. Moja głowa była pełna najczarniejszych scenariuszy. Pobiegłam do pokoju pielęgniarek. Dostała wypis rano, a było popołudnie. Była w penthouse. I nic tam nie zastała. I zwiała.
Znając tok rozumowania Luny, prawdopodobnie była już na lotnisku, albo w samolocie. Cholera!
Wyjęłam telefon i wybrałam numer do Zayna. Zaczęłam iść w stronę podziemnego parkingu, gdzie zostawiłam samochód. Jako jedyna z dziewczyn miałam prawo jazdy.
-Malik, słucham. - usłyszałam opanowany głos w słuchawce. Jeszcze nie było okazji do niego dzwonić, chociaż już z nim spałam. Na kanapie, oczywiście.
-To ja, Alison. Luna dostała wypis.
-Super, zabierz ją do willi. - w głosie było słychać radość.
-Rano. Zniknęła. - poczułam łzy pod powiekami.
-Sprawdzałaś penthouse? Uspokój się, nie wyjedzie stąd.
-Jadę tam. Skąd wiesz, że nie wyjedzie gdzieś?
-Po pierwsze musi być w szpitalu co dwa tygodnie, po drugie za niecałe trzy tygodnie ma przesłuchania do szkoły, a po trzecie nie zostawiłaby nas bez pożegnania. - pomyślałam, że może mieć rację.
Wsiadłam do samochodu i pożegnałam się z Mulatem. Usiłowałam wymyślić, gdzie Luna mogła pójść. Podjechałam pod budynek z naszym starym mieszkaniem i poszłam zapytać o Rudą.
-Była tu jakieś 5 godzin temu. - uśmiechnęła się recepcjonistka.
Zaczęłam analizować zachowanie Carmary w trudnych sytuacjach. Zazwyczaj brała deskę i szła nad ocean. Może tym razem także poszła gdzieś nad wodę. Odkąd tu byłyśmy, odwiedziłyśmy London Eye chyba z 7 razy, bo Ruda je uwielbiała. Postanowiłam tam pojechać.
Szłam brzegiem Tamizy i rozglądałam się za Luną, bo ochroniarz mówił, że poszła w tą stronę półgodziny wcześniej. Nagle spostrzegłam dziewczynę w kapturze siedzącą na małym pomoście. Zaczęłam się przedzierać w tamtym kierunku, a dziewczyna się odwróciła.
~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~
Krótki :/ Następny pojawi się w piątek (zakupy, pakowanie) przed 16. Coraz mniej ludzi czyta statystycznie :P Ale ktoś czyta :) Byłabym wdzięczna za komentarze :) 
Pozdrawiam
Luna :D

sobota, 26 lipca 2014

Rozdział 10

Rozdział 10

~Oczami Liama~
Obudziło mnie zamknięcie drzwi. Pierwsze, co zrobiłem to sprawdziłem godzinę. Po 4 nad ranem. Poprawiłem się na krześle i rozglądnąłem się. Moi przyjaciele spali na drugim końcu sali, a Grey siedziała na kolanach Luny, która ją głaskała. Otworzyłem szeroko oczy ze zdziwienia.
-Hej. - ziewnąłem.
-Hej. - wychrypiała. Miała głos, jakby wypaliła 2 paczki papierosów.
-Jak się czujesz? - spytałem zaspany.
Uniosła jeden kciuk do góry i uśmiechnęła się. Sięgnęła na szafkę obok łóżka i chwyciła notes i długopis. "IDŹ SPAĆ, NIGDZIE SIĘ STĄD NIE RUSZAM"
-Ok - spojrzałem na koniec sali i wygodnie ułożyłem się na krześle. Przymknąłem oczy, ale zaraz potem poczułem szturchnięcie w ramię. Spojrzałem na dziewczynę. "TO ŁÓŻKO JEST WYSTARCZAJĄCO DUŻE DLA NAS DWOJGA :)" Otworzyłem oczy ze zdziwienia, a ona przesunęła się na materacu, robiąc miejsce dla mnie. Patrzyłem na nią zaszokowany. Ona tylko się uśmiechnęła i poklepała miejsce obok siebie. Wszystkie rurki i kabelki były po stronie Luny, więc do drugiej strony nic nie torowało dostępu.
Zayn mnie zabije - pomyślałem - Pieprzyć to. 
Wsunąłem się delikatnie na miejsce obok dziewczyny. Oboje byliśmy ciut skrępowani swoją obecnością, lecz po chwili zorientowałem się, że nasze ciała się rozluźniły. Ruda odprężyła się i jej oddech zaczął się regulować. Przyglądałem się jej i zastanawiałem się, dlaczego miała cały czas pod górkę. 
Nagle poczułem, jak coś oplata mnie w pasie niczym bluszcz. Spojrzałem na wtuloną we mnie dziewczynę. Uśmiechnąłem się pod nosem i pocałowałem ją w czoło, na co zamruczała coś niezrozumiale. Patrzyłem na nią, dopóki nie zmorzył mnie sen.

~Oczami Luny~
-Zostaw! Nie dotykaj mnie! Nie! - rzucałam się, by ojciec mnie nie dotknął. Odpychałam go od siebie, aż w końcu kilka par rąk mnie przytrzymało.
-Luna, spokojnie. Otwórz oczy. - usłyszałam kojący głos brata.
Uchyliłam powieki i oślepiło mnie białe światło. Gdy wzrok przyzwyczaił się do jasności, ujrzałam pochylonych nade mną Zayna, Liama i Louisa. Tomlinson przytrzymywał moje nogi, a chłopcy moje ręce.
-To tylko sen... Tylko sen... - szeptał Zayn i mnie przytulił. Zesztywniałam. Nie mogłam jeszcze się dobudzić i cały czas wydawało mi się, że ojciec za sekundę tu wpadnie. - Spokojnie, nic ci nie grozi. Nie dam cię więcej skrzywdzić. Obiecuję.
Zaczęłam się rozluźniać. Mnóstwo kabelków wychodziło z mojego ciała, ale co dziwne oddychałam samodzielnie. Odetchnęłam głęboko i wtuliłam się w brata.
-Nic mi nie jest. Przepraszam. - nie chciałam litości, nie potrzebowałam współczucia. - Jest tu ciocia?
-Poszła po kawę. Za chwilę wróci.
-To dobrze. - uśmiechnęłam się i w tej chwili do sali wszedł lekarz.
-Proszę wszystkich o opuszczenie sali. Potrzebuję porozmawiać z pacjentką.
Chłopcy i, jak zauważyłam, dziewczyny szepczące w kącie wyszli na korytarz, mamrocząc pod nosem pożegnania.
-Jak się pani czuje? - zapytał mężczyzna. Był może koło 35 lat.
-Jakby walec po mnie przejechał. - uniosłam kąciki ust kpiąco.
-Czyli środki przeciwbólowe przestają działać. Orientuje się pani, co się działo od niedzieli rano?
-Nie do końca. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-W niedzielę pani płuca były pełne płynu. Odciągnęli go w Bolingbroke, ale w nocy miała pani zapaść. Na stole operacyjnym serce zatrzymało się, ale wznowiło pracę, cudem. Lekarze spisywali wtedy panią na straty. Odzyskała pani świadomość w poniedziałek około południa i wydawało się, że najgorsze za panią, lecz w nocy coś się stało, nadal nie wiemy co. Koledzy z Bolinga wprowadzili panią w stan śpiączki farmakologicznej, a później wysłali do nas. Spała pani do dzisiejszej nocy. Pani płuca w nocy nie chciały pracować i była pani podłączona do respiratora, ale rano zaczęły funkcjonować, jakby nigdy nie była pani chora. Pani stan bardzo szybko się poprawia. Jeśli tak dalej pójdzie w przyszłym tygodniu wypuścimy panią do domu. Jednak przez następne 3 miesiące będzie musiała pani zjawiać się w szpitalu na kontrolę co 2 tygodnie, ewentualnie co 3. Zrozumiała pani wszystko?
-Tak, dziękuję.
-Zobaczymy się na obchodzie za dwie godziny. - uśmiechnął się i wyszedł. Rozmawiał chwilę z Zaynem, a potem wpuścił ich do sali.
-Zostało nas trzech. - Mulat uśmiechnął się smutno. - The Vamps mają próby do koncertu w piątek, dziewczyny poszły do pracy, bo od przedwczoraj brały urlopy. Harry i Niall poszli po coś do jedzenia, a ciocia po kawę.
-Powinniście iść do domu. Nic mi nie jest i sobie poradzę. Lekarz powiedział, że jest już w porządku i będę zdrowa. - zapewniłam.
-Ostatni raz, gdy to słyszeliśmy, zapadłaś w śpiączkę. - wtrącił drwiąco Liam. Posłałam mu potępiające spojrzenie.
-A wasz manager i trasa koncertowa za 2 tygodnie? Nie musicie robić prób ani nic innego?
-Dopiero wieczorem.
-Idźcie spać! Ja muszę pogadać z ciocią! Macie 20 minut, a potem powiem ochronie, żeby was nie wpuszczali do szpitala przez tydzień. - przekrzywiłam śmiesznie głowę, zrobiłam surową minę i wskazałam drzwi. Liam i Zayn spuścili głowę "Jeszcze tu wrócę" i wyszli. Louis podszedł do mojego łóżka ze skruszoną miną.
-Ja chciałem przeprosić za tamte drzwi, co zatrzasnąłem ci przed nosem. Nie byłem sobą. Wyglądał, jakby zaraz miał się rozpłakać.
-Louis, wyluzuj. Nie jestem pamiętliwa i Liam mi wszystko wytłumaczył. A poza tym jestem ci to winna. - uśmiechnęłam się pokrzepiająco.
-Za Zayna? - spytał, a ja skinęłam głową. - Trzymaj się Mała! Ja idę pilnować tamtych dwóch głupków.
-Nie wypuść ich dzisiaj już z domu, okey? Leć już.
~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~
Tragiczny wyszedł, ale jest :) Przepraszam, że tak długo, ale wszystko, co napisałam, nie podobało mi się. Następny we wtorek, bo jutro brak czasu, to samo poniedziałek. Do napisania!
Pozdrawiam 
Luna :D

środa, 23 lipca 2014

Rozdział 9

Rozdział 9

Byłam w sali, która miał dwie ściany ze szkła. Była ogromna. Po jednej stronie stało moje łóżko, a na drugim końcu pomieszczenia były kanapy i fotele. Na których spali moi przyjaciele.
Alison leżała wtulona w Zayna (podświadomie wiedziałam, że coś się kroi ), obok nich leżeli Connor z Vivien, także blisko siebie. Jedną wersalkę zajmowała ciocia. Na fotelach drzemali Tristan, Niall, Louis, James i Harry. Na ostatniej sofie spał Eric z Lori. Zakochańce. No przecież się nie dowiem! Ale co mi tam, niech się cieszą. W sumie nie przeszkadzało mi to, ale gdyby tam leżał Liam... Nawet nie wiedziałam, skąd wzięła się ta myśl. Właśnie, gdzie on był? Brakowało tylko Payne'a i Brada. Spojrzałam na podłogę wyścielaną dywanem i znalazłam Simpsona. Przewróciłam się na drugi bok, bo tamta pozycja była niewygodna i doznałam szoku. Obok łóżka na krześle spał brunet, a na nim Grey. Odkąd to w szpitalu można mieć zwierzęta i jeszcze w dodatku takie sale? Miałam na twarzy maskę tlenową, ale udało mi się wyszeptać imię kotki, a ona przeciągnęła się i spojrzała na mnie swymi pięknymi niebieskimi oczami. Miauknęła cicho i wskoczyła na moje kolana. Zaczęłam ją głaskać, a ona mruczała uspokajająco. Przypatrywałam się Liamowi. Koszulka delikatnie opinała jego tors i ramiona. Musiał ćwiczyć na siłowni. Nagle naszła mnie ochota, by przesunąć rękach po jego mięśniach na rękach i brzuchu. Odrzuciłam tą myśl i skupiłam wzrok na twarzy chłopaka. Miał długie rzęsy okalające piękne oczy. Powieki były zamknięte, a usta lekko rozchylone. Miałam ochotę go pocałować. Skarciłam się w myślach. Znałam go nawet nie cały tydzień, a już na mnie tak działał. Musiałam się od niego trzymać z daleka i nie zostać zranioną lub mogłam się zakochać i czekać na ostateczny cios od losu, którego nie wytrzymam psychicznie. Spojrzałam na jego włosy, które nie były zbyt długie i stały na żelu do góry. Zaraz po umyciu, musiały być niezwykle miękkie. Moje myśli cały czas biegły w stronę osoby, śpiącej obok mnie na krześle. Musiało mu być cholernie niewygodnie...
Głaskałam kota, by zniwelować palący ból w płucach. Czyli jeszcze miałam płuca! Dotyk delikatnej sierści zwierzaka i cudowny widok śpiącego Payne'a działał na mnie odprężająco. Ułożyłam się jeszcze wygodniej i przyglądałam się sali. Na pewno nie byłam już w Bolingbroke Hospital. Tam na każdym drzwiach sali na OIOMie widniał napis BGB Hospital, a tutaj go nie było. Nagle zaczęło mi burczeć w brzuchu. Nie chciałam nikogo obudzić, więc postanowiłam wezwać pielęgniarkę. Przy łóżku zauważyłam zestaw przycisków. Jeden z nich był zielony. Do przywołania kogoś, gdy nie była potrzebna interwencja lekarza. Nacisnęłam go i po chwili drzwi cichutko się otworzyły. Do pomieszczenia weszła pani po czterdziestce w białym fartuszku. Miała zatroskaną minę. Podeszła do mnie i uśmiechnęła się.
-Witamy z powrotem. Jest noc z środy na czwartek, 20 sierpnia. Wiesz, gdzie jesteś?
-Szpital? Ale za wysoki komfort, jak na normalny szpital. - wychrypiałam.
-Znajdujesz się w Royal Brompton Hospital, na wydziale płucnym, w części apartamentowej. Twoi znajomi powiedzieli, że nie wyjdą ze szpitala, więc przenieśliśmy cię tutaj, by mieli, gdzie spać. Zazwyczaj tego nie robimy, bo te pomieszczenia są przeznaczone dla Rodziny Królewskiej. Ale oni tu siedzieli od twojego przeniesienia z Bolingbroke'a, czyli od jakiś 40 godzin. - uśmiechnęła się do mnie ciepło. - Prawdziwi z nich przyjaciele, a taki narzeczony to skarb. - wskazała podbródkiem Liama. Narzeczony?! Co on im naopowiadał?! Nie mogłam zrozumieć, dlaczego tak powiedział.
-Dobrze się czujesz? - z zamyśleń wyrwał mnie zaniepokojony głos kobiety.
Próbowałam coś powiedzieć, ale płuca odmawiały mi współpracy. Wskazałam na klatkę piersiową i skrzywiłam się. Pielęgniarka trafnie odczytała moją niemą wypowiedź. Podała mi kartkę i długopis, a potem podeszła do szafki po środki przeciwbólowe. Wbiła mi strzykawkę w rękę i nacisnęła tłoczek. Po chwili moje ciało odprężyło się i ból niemalże zniknął.
Wzięłam do ręki podane mi przyrządy i napisałam "Jestem głodna". Kobieta spojrzała na kartkę i roześmiała się cichutko.
-Zaraz coś ci przyniosę. - wyszeptała. -Ładnego masz kotka. Dzisiaj spałaszował ciastko z pokoju lekarskiego. - uśmiechnęła się, co odwzajemniłam i wyszła. Spojrzałam na Grey. Patrzyła na mnie i ocierała się o moją dłoń. Można było się po niej tego spodziewać.
~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~
Hej! Napisałam! :D Jest rozdział dłuższy niż poprzednie xD Dziękuję za komentarze mojej Dwójce Wspaniałych :P I zachęcam do komentowania. Jedno słowo, a cieszy :) Następny w... piątek! Jutro nie będę mieć czasu, chyba że będzie padać :P 
Pozdrawiam 
Luna :D